Za zabójstwo „Babuszki” posiedzi 15 lat

Fot. Komenda Wojewódzka Policji w Bydgoszczy

Była jeszcze żywa, gdy na dno 8,5 m studni zrzucił na nią bele drewna. Wtedy nikt nie podejrzewał, że sprawcą morderstwa 77-letniej Heleny S. może być 20-letni wówczas sąsiad. Sprawę udało się rozwikłać po 18 latach dzięki policjantom z tzw. Archiwum X Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. Po 2-letnim procesie zapadł w tej sprawie wyrok.

Choć Władysław P. w 1998 r. znalazł się w kręgu podejrzanych i trafił do aresztu, z braku dowodów został z niego zwolniony po 48 godzinach. Czuł się na tyle pewnie, że przez lata nadal mieszkał w Strzelcach Górnych. Zatrzymany został w jednym z mieszkań na terenie Bydgoszczy, w trakcie pracy. Był bowiem robotnikiem budowlanym. Jak się okazało, w ciągu 18 lat założył rodzinę i wychowywał dzieci. Nikt z najbliższych nie miał pojęcia o przeszłości przykładnego męża i ojca.

Zatrzymany w lutym 2016 r. mężczyzna nie przyznał się do winy. W trakcie procesu sądowego zeznania świadków uznał za pomówienie. Adwokat P. wnosiła o uniewinnienie swojego klienta, podważając wiarygodność osób, które stawiły się przed sądem. Ostatecznie jednak 40-latek skazany został za zabójstwo staruszki na 15 lat pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny.

Do zbrodni doszło w styczniu 1998 r. W studni, na jednej z posesji w Strzelcach Górnych, odnaleziono ciało 77-letniej kobiety. Przykryte było warstwą drewna i kamieni. Obrażenia na ciele denatki wskazywały na udział osób trzecich w zdarzeniu.

„Babuszka”, bo tak nazywali ją sąsiedzi, mieszkała sama. Była repatriantką ze Wschodu. Nie utrzymywała bliższych relacji z okolicznymi mieszkańcami. Całkowicie oddała się pracy, ponieważ w gospodarstwie miała kilka krów i kilkanaście świń. Stojące na uboczu wsi budynki często były celem złodziei. Raz zostały także podpalone. Zanim 77-latka zginęła, zdążyła je wyremontować. Dom jednak nie nadawał się do zamieszkania, schronienia udzielili jej więc sąsiedzi.

Helena S. żyła skromnie. Poza pracą w gospodarstwie sprzedawała butelki po mleku. Codziennie chodziła do oddalonego o 2 km skupu. Do sąsiadów wracała na noc. W dzień zabójstwa, jak zwykle rano, pojawiła się w Borównie. W południe zaś przyjechał do niej sąsiad, w którego domu spała. Był on ostatnią osobą, która widziała staruszkę żywą. „Babuszka” nie wróciła do jego gospodarstwa na noc. Prawdopodobnie chwilę po wizycie została zamordowana. Niepokój mieszkańców Strzelec wzbudziły otwarte drzwi do domu, porzucone widły, a w środku budynku krowa. Policja wezwana na miejsce odkryła ciało kobiety w studni. Natychmiast rozpoczęła śledztwo, w którym jako jednego z podejrzanych wytypowała mieszkającego w pobliżu 20-latka. Z aresztu wyszedł po 48 godzinach, a sprawę z braku dowodów umorzono.

Przełom nastąpił w 2016 r., kiedy na bydgoskim komisariacie policji pojawił się Władysław P., zeznając, że brat chce od niego pieniędzy w zamian za milczenie w sprawie zabójstwa „Babuszki”. Sprawa trafiła ponownie do policjantów z Archiwum X, którzy ustalili nowe okoliczności zbrodni. Pojawił się też nowy świadek, którego zeznania pozwoliły zatrzymać P.

Jak stwierdził w trakcie rozprawy sędzia, w sprawie wykluczony został motyw rabunkowy. Według zeznań P. miał zastraszać staruszkę wcześniej. Prokuratura zaś twierdziła, że zabił z powodu wcześniejszych zatargów z 77-latką. O winie zatrzymanego świadczyć zaś miały nie tylko dowody zebrane w sprawie, ale również zeznania świadków, którym Władysław P. miał się zwierzać.

Choć minęło 18 lat, mieszkańcy Strzelec Górnych nie zapomnieli o zbrodni. Nie mieli jednak pojęcia, że sprawcą morderstwa jest mężczyzna, który w niedzielę stał obok nich w kościele.