Wojciech L. stanął przed sądem. Odpowiada za dwa zabójstwa, rozbój, posiadanie materiałów wybuchowych i kradzież

Fascynował go kult siły. Na pierwszym miejscu zbrodni zostawił ślad krwi czerwonej jak tło kolekcjonowanych przez niego nazistowskich flag. Drugim było pobliże jego leśnego obozowiska, którego element posłużył mu do uduszenia ofiary. Na początku lipca ruszył proces Wojciecha L. Mieszkaniec Białych Błot przyznał się do wszystkiego. Teraz grozi mu dożywocie.

26 lipca Teresa W. w wieku 82 lat zginęła z ręki Wojciecha L., gdy jednym celnym uderzeniem młotka w skroń zadał jej śmierć. Nie chciała pożyczyć mu gotówki, którą 53-letni łysiejący już mężczyzna ukradł, po tym jak jej martwe ciało spadło na prawy bok. Gdy oddalał się z miejsca zbrodni, kamienicy przy ul. Ogrodowej w Bydgoszczy, nikt go nie widział. O wszystkim opowiedział sam podczas zeznań u prokuratora.

– To nie był zwyczajny świr – mówi Wiesław K., dawny sąsiad Wojciecha L., gdy ten jeszcze mieszkał w Bydgoszczy. – Znosił do domu hitlerowski majdan. Ubierał się w mundury III Rzeszy, choć, na co dzień chodził w dresach. Był bardzo agresywny, co dawało się we znaki jego konkubinie.

Damski bokser

Bożena S. była przez niego bita, lecz pod presją oprawcy wycofała składane wcześniej w tej sprawie zeznania. W 2009 roku przenieśli się do mieszkań socjalnych położonych wtedy przy ulicy Przemysłowej w Białych Błotach. Wsi, której mieszkańcy nie byli nawet świadomi obecności niebezpiecznego mordercy.

– Mieszkał w slumsach, jego kobieta odeszła od niego i potem go eksmitowali – opowiada Marcel J., mieszkaniec Białych Błot. – Sklecił sobie obóz w lesie za Prefabetem. Był jakiś dziwny, ale nie myślałem, że to on zabijał tych ludzi, choć ta jego obsesja na punkcie nazizmu wiele by tłumaczyła…

Człowiek lasu

Koczowisko wyposażył w znalezione naboje i pociski artyleryjskie. Śledczy znaleźli w szałasie, także pistolet hukowy.

– Proch z naboi służył mi do rozpalania ognisk – Wojciech L. tłumaczył na rozprawie sędzinie Annie Warakomskiej.

Bałagan wokół szałasu bezdomnego i wzniecane przez niego płomienie przykuły uwagę stałego gościa lasu, grzybiarza, Edwarda B. Kilkakrotnie skarcił za to koczownika, aż w końcu nie wytrzymał i zagroził mu, że wezwie policję i straż leśną. Dla Wojciecha L., który lekko przełknął zabójstwo swojej ciotki, kolejna ofiara nie stanowiła problemu. Tym razem napotkał opór.

Podwójny morderca

Miał wrócić do domu z torbą pełną grzybów. 13 sierpnia 2012 roku Edward B. widział swoją żonę po raz ostatni. Czuł, że koczownik jest niebezpieczny, dlatego w desperackim ruchu wyciągnął scyzoryk. Wojciech L. znacznie sprawniejszy od 75-letniego staruszka kopnął go w głowę.

Edward B. padł na kolana jak Żyd z czasów II Wojny Światowej, w którego potylicę esesman mierzył z pistoletu. Linki na co dzień służącej do mocowania szałasu, tym razem oprawca użył, jako garoty. Dokonał egzekucji. To była jego druga ofiara, a zarazem klucz do pojmania przez policję Wojciech L.

– Schwytanie tego groźnego przestępcy powiodło się dzięki pracy najlepszych policjantów z pionu kryminalnego komendy wojewódzkiej i miejskiej powołanych do tego zadania – mówi Maciej Daszkiewicz z zespołu prasowego KWP w Bydgoszczy.

Na wolności przebywał jeszcze przez miesiąc, po czym wpadł 14 września po obławie na bydgoskich Jachcicach. Zanim to nastąpiło 18 sierpnia minionego roku sterroryzował jeszcze jedną osobę. Tego dnia napadł na Krystynę S., ekspedientkę sklepu w Białych Błotach. Gazem łzawiącym prysnął jej w twarz i próbował ukraść papierosy. Kobieta zaczęła krzyczeć, a on uciekł do lasu.

Kolejne przestępstwo Wojciecha L. wzbogaciło jego akt oskarżenia. Choć mężczyzna przyznał się do wszelkich czynów popełnionych niezgodnie z prawem grozi mu dożywocie.

– Oskarżony odpowiada łącznie za popełnienie pięciu przestępstw, czyli dwóch zabójstw, rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia, posiadanie materiałów wybuchowych oraz kradzież – informuje Włodzimierz Marszałkowski z Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe

Ofiara neonazisty

Edward B. dwie godziny przed śmiercią zapewnił żonę o szybkim powrocie do domu. Zmartwiona brakiem jego obecności udała się do lasu za Prefabetem na poszukiwania. Nic nie dały. Dopiero wieczorem razem z koleżankami dokonała przerażającego odkrycia. Jej mąż z siną twarzą leżał pod gałęziami. Płacz kobiety rozniósł się echem po lesie.