Waldemar Fornalik: Moja misja jeszcze trwa

O przyszłości kadry narodowej, grze w eliminacjach do mundialu w Brazylii, z Waldemarem Fornalikiem, trenerem reprezentacji Polski w piłce nożnej rozmawia Marcin Lewicki.Jaką przyszłość ma ta reprezentacja?
Wierzę, że bardzo dobrą. Pokazaliśmy zawodników, którzy będą o niej stanowić. Nie można odmówić im zaangażowania, walki i umiejętności. Przykładem jest Mateusz Klich. Ten chłopak potrafi grać i w defensywie i w ofensywie. Trwają poszukiwania, byłem na kilku meczach w Holandii i uznaliśmy, że to właściwy moment na powołanie.

Nie boi się Pan tak odważnie stawiać na młodych? Może w niektórych momentach zabrakło nam po prostu doświadczenia?
Oczywiście. Zabrakło go chociażby w meczu z Czarnogórą. Tam pierwsza połowa była prowadzona w bardzo wysokim tempie, a młodzi zawodnicy grają czasami zbyt spontanicznie. Jestem jednak pewny, że obrana przeze mnie droga jest słuszna. Na takich piłkarzy jak Piotr Zieliński trzeba stawiać już teraz, to zaprocentuje.

Wierzy Pan jeszcze w awans reprezentacji?
Po spotkaniu z Mołdawią powiedziałem, że wierzę w awans i podtrzymuje swoje zdanie. Naszą bolączką jest to, że nie wygrywamy spotkań o stawkę. Z meczu z Czarnogórą będzie można jednak wyciągnąć bardzo dużo plusów i będziemy chcieli je wykorzystać w przyszłości.

Robert Lewandowski się odblokował, ale dalej mamy problem z napastnikami. Myślał Pan jak rozwiązać ten problem? Może należy rozszerzyć poszukiwania?
Trwają dyskusję czy powinniśmy grać dwoma napastnikami czy jednym. Próbowaliśmy wszystkiego, ale do tej pory to nie wychodziło. Zgodzę się z Panem, że mamy problemy z napastnikami. Jednak oni albo są, albo ich nie ma. Kariera klubowa niektórych zawodników potoczyła się różnie i to miało wpływ na całokształt. Całość gry ofensywnej opieramy na Robercie Lewandowskim, ale wiem, że każdy rezerwowy da z siebie wszystko, gdy będzie musiał wejść.

A obrońcy? Z nimi również mamy problem, szczególnie na lewej stronie.
Żałuję, że w meczu z Czarnogórą byłem zmuszony do zmiany. Kuba Wawrzyniak ma problem z mięśniem dwugłowym, chociaż muszę przyznać, że Sebastian Boenisch zagrał w miarę dobre spotkanie. Ten mecz potwierdził, że nasza defensywa nie funkcjonuje najlepiej, ale będziemy starali się to zmienić.

Wystawiłby Pan indywidualne noty po meczu z Czarnogórą? Komentatorzy dziwili się chociażby zmianie Pawła Wszołka za Waldemara Sobotę.
Ale Waldek też nie miał wtedy najlepszego dnia! Przy powołaniach i zmianach bierzemy pod uwagę, kto, gdzie i jak gra. Zmiany robi się po to, żeby wzmacniać drużynę, żeby wspomóc działania ofensywne. Muszę odnieść się jeszcze do Piotra Zielińskiego, który miał dość, zabiegał się i potrzebna była świeża krew. Nie chcę oceniać, kto dał z siebie więcej, nie mogę punktować indywidualnych poczynań zawodników, na pewno nie poprzez media.

Polacy w tych eliminacjach przegrali tylko jedno spotkanie, ale nie wygrali meczu z konkurentem o awans. Czego nam w takim razie brakuje?
Można mówić dużo na temat poszczególnych aspektów, ale nikt mi nie zarzuci, że nie mam pomysłu na reprezentację. Owszem, brakuje nam czegoś, żeby wygrywać spotkania o stawkę. Zdaję sobie sprawę, że oprócz tego, że się poszukuje to trzeba wygrywać. Wierzę jednak w ten zespół. Zawodnicy są świadomi, że każdy ma szansę na grę. To wzbudza u nich ogromne zaangażowanie. Jestem pewny, że doświadczenie zaprocentuje i szybko odbudujemy zaufanie kibiców.

Choć przez chwilę podczas tych eliminacji myślał Pan o dymisji? Na to pytanie odpowiem krótko – nie podam się do dymisji?
Nie mam zamiaru rezygnować. Dla mnie spotkania reprezentacji są bardzo ważne i wiem, że moja misja jeszcze trwa.

Według Franciszka Smudy otrzymał Pan gotowy zespół, według Pana budowa jeszcze trwa. Kto ma rację?
Ta drużyna ma przyszłość, potrafimy grać w piłkę. Jesteśmy w stanie rozegrać dobre fragmenty, ale musimy przełożyć to na cały mecz. Z Danią dobrze zagraliśmy drugą połowę, z Czarnogórą pierwszą. Czas, aby połączyć te połówki.