W Prądkach powstał pierwszy w Polsce tunel aerodynamiczny

Tunel aerodynamiczny w Prądkach zacznie działać lada moment. Będą się w nim szkolili głównie przyszli spadochroniarze. Każdy śmiertelnik będzie mógł jednak poczuć wiatr we włosach jak przy spadaniu z 4000 metrów. To pierwszy tego typu obiekt w Polsce. Urządzeń tego rodzaju powstało już sporo na całym świecie. W Lesznie i Warszawie budowane są większe tunele. Ten w Prądkach będzie jednak pozwalał na postawienie pierwszych kroków w drogim i niełatwym sporcie ekstremalnym.

– Cenowo będzie bardzo konkurencyjny – mówi Dariusz Makowski, spadochroniarz z 29-letnim doświadczeniem. – Nastawiamy się głównie na szkolenia, ale w tunelu niezapomnianą przygodę będzie mógł przeżyć każdy. Minimalny wiek potencjalnego śmiałka wynosi 4 lata. Dziesięciolatków zmieści się w nim kilku. Dwie dorosłe osoby też bez problemu będą mogły polatać.

Latać może każdy
Syn poszedł w ślady ojca. Ma już na swoim koncie kilkadziesiąt skoków. Adrenalina jest niezwykle pociągająca. Pierwszy raz wzbił się wraz z ojcem w przestworza i poleciał w dół w

wieku 18 lat. Uprawia też inne sporty ekstremalne. Pomysłów na przyszłość i zarządzanie rodzinną firmą mu nie brakuje.

– To urodzony manager – śmieje się Dariusz Makowski. – Jeszcze trochę i w Prądkach powstanie centrum rozrywki dla całych rodzin. Aż żal nie wykorzystać tak dobrze usytuowanego akwenu wodnego.

Póki co Makowscy zmagają się z ostatnimi formalnościami. Wszystko, jak zwykle, rozchodzi się o pieniądze. Taka inwestycja pochłania ich bardzo dużo. Udało się jednak pozyskać dofinansowanie ze środków unijnych. Na razie obiekt będzie gotowy do użytku jedynie w sezonie.

Wariatów jest niewielu
– Jak przeprowadzaliśmy w Gdańsku testy, to zdarzało nam się wchodzić do tunelu przy 3 stopniach Celsjusza – śmieje się Piotr Makowski. – Kilka minut można wytrzymać, ale ziąb jest niemiłosierny. Wielu wariatów przy takiej pogodzie się nie znajdzie. Oczywiście, że planujemy zabudowę i rozszerzenie działalności na okres całego roku. To jednak, póki co, melodia przyszłości.

Firma „Maxfly” będzie oferowała loty kilkuminutowe w cenie ok. 40 złotych za 60 sekund. Kursy spadochroniarskie są niezwykle drogie i nie wszystkich na nie stać. Stąd też nawet tak doświadczone w tym sporcie osoby, jak Dariusz Makowski, mają na koncie „ledwo” kilkaset skoków.

– Gdyby nie Urząd Skarbowy, to już by wszystko działało – śmieje się starszy z rodu Makowskich. – Czekam nadal na zwrot podatku. Urządzenie jest budowane pod kątem nauki podstawowych nawyków, które musi wyćwiczyć w sobie przyszły spadochroniarz. Minuta w tym urządzeniu równa się minucie u góry. Za pierwsze skoki podczas szkolenia trzeba zapłacić po 750 zł, a kolejne wyceniane są na 550 zł. I trzeba ich wykonać około dziesięciu w zależności od umiejętności opanowania płaskiego spadania.

Chętni z wielu stron
Do pomysłodawców projektu zgłaszają się osoby z całego kraju. Wszyscy z niecierpliwością czekają na jego otwarcie.

– Przygoda ze spadochronem była dla mnie naturalna – mówi Piotr Makowski. – Ojciec nie musiał mnie nawet zarażać. Mama się o mnie bała, ale w końcu zgodziła się na to, żebym spróbował. Każdy musi poczuć to sam. Nie da się opisać tego, co czuje się w locie. To niezwykle indywidualna sprawa i przeżycie. Nasz tunel pozwoli wielu osobom oswoić się z warunkami, które panują podczas skoku, jak również przełamać strach. Nie ma się co bowiem oszukiwać, jak otwierają się drzwi samolotu, to nogi robią się z waty.

Dariusz Makowski pierwszy raz tego rodzaju urządzenie zobaczył na materiale video w 1993 roku. Chce zarażać pasją do spadochroniarstwa kolejne osoby.

– Jeżeli wejdzie się do tunelu, to od razu się nie poleci – mówi Dariusz Makowski. – Potrzeba 3-5 minut, żeby się oswoić i nauczyć przybierać odpowiednią sylwetkę. Godzinne szkolenie w takim urządzeniu spowoduje, że progres będzie taki, jakby było się doświadczonym skoczkiem.