Urządzenie wielkości garażu zatrzymuje burze gradowe. Jedno z nich znajduje się pod Koronowem

Gdy dwa lata temu nawałnica zdewastowała pole Wojciecha Klimkiewicza, sadownik z Wtelna wypowiedział wojnę pogodzie. By walczyć z siłami natury, uzbroił się w działo przeciwgradowe.

Feralne gradobicie przeszło nad gminą Sicienko w lipcu 2012 roku. W okresie, w którym jabłka i grusze dopiero zaczynają dojrzewać, ziarna lodu wielkości monet podziurawiły liście, połamały gałęzie i postrącały owoce z drzew wielu rolnikom. Jednym z sadowników, którzy najbardziej ucierpieli tego dnia, był Wojciech Klimkiewicz.

– W ciągu pięciu minut na jednym z pól straciłem wszystkie plony – wspomina mieszkaniec Wtelna. – Gdyby grad poszedł w inną stronę i zniszczył pozostałe sady, zostałbym bez środków do życia.

Nie był to zresztą pierwszy raz, gdy pogoda niweczyła gospodarzowi plany. Już kilka lat wcześniej sierpniowy grad wytłukł prawie połowę plonów w sadzie Klimkiewicza. Po ostatniej nawałnicy przedsiębiorca uznał jednak, że nie może sobie więcej pozwolić na łaskę lub niełaskę pogody i zainwestował przeszło 40 tysięcy euro w działo przeciwgradowe.

– To i tak niewiele, biorąc pod uwagę, jak niszczycielski potrafi być żywioł – tłumaczy Wojciech Klimkiewicz prezentując swój nabytek.

Urządzenie, choć huczy i strzela, z wojskową armatą ma jednak niewiele wspólnego. Z zewnątrz wygląda jak blaszana budka z kominem. Cała aparatura kryje się w środku.

– Ta stalowa bańka to zbiornik, w którym powietrze miesza się z acetylenem. A to świece, które powodują zapłon mieszanki – pokazuje gospodarz. – Co kilka sekund generuje ona wybuch. Fala uderzeniowa kierowana jest do góry na wysokość piętnastu kilometrów, wywołując po drodze zawirowania powietrza, które sprawiają, że zamiast gradu na ziemię spada deszcz.

Hałas aż bolą uszy

W słoneczne dni działo nie zostawia na niebie żadnych śladów, ale w końcu nie po to zostało stworzone, by uruchamiać je przy dobrej pogodzie. Kiedy pracuje przy zachmurzonym niebie, widać, jak nad działem pojawiają się kręgi. Po kilku minutach od włączenia urządzenia, w wyniku wymieszania warstw powietrza, w promieniu paru kilometrów słabnie przebieg burzy.

– Włączalibyśmy je znacznie częściej, ale ze względu na huk towarzyszący wystrzałom robimy to tylko, gdy prawdopodobieństwo wystąpienia gradu jest naprawdę duże – mówi Wojciech Klimkiewicz. Od kiedy zakupił działo, dużo czasu poświęca analizie map synoptycznych i śledzeniu serwisów pogodowych.

Hałas jaki wytwarza działo, może wręcz ogłuszyć. Już pierwszy sygnał ostrzegawczy, odstraszający ptaki, które mogłyby znaleźć się w zasięgu fal uderzeniowych, brzmi groźnie. Gdy działo zaczyna pracować, w promieniu kilkunastu metrów od urządzenia ciężko jest wytrzymać bez nauszników. Im dalej, tym wystrzały bardziej przypominają głuche uderzenia.

Jak dotąd gradu nie ma

– Rolnicy z sąsiedztwa nie narzekają, bo działo chroni także ich uprawy, ale mieszkańcy okolicznych bloków mogliby mieć pretensje, gdybym zbyt często korzystał z działa. Staram się więc używać go tylko w dzień, gdy tego hałasu tak nie słychać. Natomiast gdy pada deszcz i jadę przez sad samochodem, czasem muszę opuścić okna by się upewnić czy działko na pewno pracuje, nie jest więc chyba tak źle.

Armatę pogodową uruchomić można nie tylko bezpośrednio z sadu, ale i każdego innego miejsca, za pomocą telefonu komórkowego. W spisie kontaktów kod uruchamiający urządzenie widnieje u pana Wojciecha pod hasłem „armata”. Czy to działa? Stuprocentowej pewności mieć nie można, ale kilka tysięcy tego typu urządzeń zamontowanych na świecie zdaje się potwierdzać swoją skuteczność. Faktem jest też to, że jak dotąd pogoda oszczędza sadownika z Wtelna.

– Większość burz nadciąga do nas z zachodu, więc często koledzy z Sicienka dają mi znać, że zbliża się gradobicie. Włączam wtedy działo i jak dotąd gradu u nas nie było. Choć możliwe, że i tak by do nas nie dotarł – przyznaje Wojciech Klimkiewicz. – Zdaję sobie sprawę, że gdyby nad Wtelno nadeszła wyjątkowo silna burza, grad mógłby się oprzeć mocy urządzenia. Bryłki lodu byłyby jednak mniejsze i nie wywołałyby tak poważnych zniszczeń.

Sadownik jest zdania, że z czasem w regionie znajdą się naśladowcy, gotowi zainwestować w takie działa. Na świecie coraz częściej zainteresowanie nimi wyrażają nie tylko rolnicy, ale i koncerny samochodowe, które szukają sposobów ochrony dużych parkingów. W Polsce tych urządzeń jest jeszcze bardzo mało, zaledwie kilkanaście, a najbliższe z nich znajduje się koło Gdańska.
Najwięcej z nich posiada Jerzy Wilczewski ze wsi Białousy na Podlasiu, gdzie znajduje się największa w Europie plantacja borówki amerykańskiej. Pole wielkości ponad 330 ha strzeże tam aż siedem dział przeciwgradowych. Podobno odkąd zamontował tam urządzenia, grad ani razu nie wyrządził zniszczeń w jego plonach.