To dzień zwycięstwa Jezusa [wywiad]

- Zmartwychwstanie Chrystusa jest korzeniem chrześcijaństwa – mówi ks. kan. dr Rajmund Ponczek (fot. Łukasz Piecyk)

– Jeśli idziemy z Jezusem przez mękę, śmierć i nie zatrzymujemy się na niej, tylko idziemy do prawdy o Zmartwychwstaniu, to nasza radość jest tym większa – mówi ks. kan. dr Rajmund Ponczek, proboszcz parafii w Bierzgłowie, w rozmowie z Robertem Kamińskim. 

Jak ksiądz postrzega święta Wielkanocy w porównaniu ze świętami Bożego Narodzenia? 

Przeciwstawianie obu tych świąt to nasz stary, utarty sposób myślenia. Święta Bożego Narodzenia są bardziej rozbudowane obrzędowo. Mamy zwyczaje domowe, rodzinne, szczególne przygotowania do świąt, pasterki. Przy okazji Wielkanocy mamy tych obrzędów nieco mniej. Jest oczywiście śniadanie wielkanocne i święconka, ale chyba święta te angażują mniej emocjonalnie. Z punktu widzenia rodzinnego postrzegamy święta Bożego Narodzenia jako bliższe, cieplejsze. Właśnie przez domową, rodzinną obrzędowość. 

Jednak z teologicznego punktu widzenia waga obu tych świąt jest odwrotna. 

Oczywiście. Najważniejsze jest Zmartwychwstanie. Św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian mówi, że „jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, to daremna jest nasza wiara”. Od czasów Kościoła Apostolskiego, od czasów pierwszych chrześcijan, Zmartwychwstanie było prawdą głoszoną jako pierwsza i podstawowa. Zmartwychwstanie to zwycięstwo nad śmiercią, grzechem i szatanem. Stąd obchodzimy każdą niedzielę jako pamiątkę Zmartwychwstania. To jest korzeń naszej wiary. 

A jak się ta sprzeczność przejawia w duszy księdza? Co jest księdzu bliższe: tradycje i ciepło domu rodzinnego czy prawdy wiary? 

Boże Narodzenie było w moim domu oczywiście na pierwszym miejscu, jednak Wielkanoc zawsze miała wysoką rangę. Także przez obrzędowość. Na przykład tradycję szukania koszyczków wielkanocnych w ogrodzie. Z perspektywy dziecka było to niezwykle emocjonujące. 

Co było w tych koszyczkach? 

To nie były jakieś wielkie rzeczy. Nazywało się to „zajączek” – tak jak dziś. Koszyczek wypełniony był słodyczami własnej roboty, między innymi cukierkami wysmażanymi na patelni. Przygotowywali go, a potem chowali rodzice czy krewni. Zawieszali na drzewach w sadzie, ukrywali w zagłębieniu przy płocie. 

A później przyszło seminarium duchowne i ksiądz zaczął pewne kwestie postrzegać bardziej świadomie. Wtedy znaczenie tych świąt się wyrównało? 

Zdecydowanie. Dziś Wielkanoc ma u mnie pierwszeństwo. To dzień zwycięstwa Jezusa. Cud życia, nowego życia. Każdemu, który staje w obliczu śmierci, głoszę, że to nie koniec. Że Jezus też przez śmierć przeszedł, ale trzeciego dnia zmartwychwstał. Także i my zmartwychwstaniemy. To jest cudowna prawda dla każdego człowieka. W świetle zmartwychwstania choroba, śmierć, odchodzenie nie muszą być postrzegane jako dramat czy lęk. 

Oczekiwanie na narodziny Jezusa w Betlejem było niewątpliwie świętem radosnym. Czy to samo da się powiedzieć o Wielkanocy? 

To jest jeszcze większa radość. Boże Narodzenie przeżywamy radośnie, ale jeśli sięgnąć głębiej, to okaże się, że nie było to wcale łatwe doświadczenie. Święta Rodzina musiała uciekać przed prześladowcą, przed Herodem. Nie miała gdzie się schronić. Dzieciątko narodziło się w zimnej stajence. Dla Świętej Rodziny było to wszystko bardzo trudne. 

Czyli fakt, że integralną częścią Wielkanocy jest Męka Pańska, cierpienie, śmierć nie rzutuje cieniem na radość tego święta? 

Wręcz przeciwnie. Ktoś, kto przeżywa chorobę i z tej choroby wyjdzie, przecież cieszy się po stokroć bardziej. Odczuwa, że życie otrzymał po raz wtóry. Jeśli idziemy z Jezusem przez mękę, śmierć i nie zatrzymujemy się na niej, tylko duchowo wędrujemy ku prawdzie o Zmartwychwstaniu, to ta nasza radość jest tym większa. To jest pokonanie czegoś niezwykle trudnego. Prawdziwe zwycięstwo. Głęboka radość. Nie wesołkowatość, ale prawdziwa, autentyczna radość doświadczenia egzystencjalnego. 

Czy dziś postrzeganie i przeżywanie Wielkanocy różni się od tego, co było 20, 30 lat temu? 

Owszem, i to bardzo. I to różni się na plus. Rodziny, które pielęgnują wiarę, są dziś znacznie bardziej dojrzałe. Niegdyś chodziło się na rezurekcję o godz. 6 rano. Dziś chodzi się na liturgię całego Triduum Paschalnego: w Wielki Czwartek – dzień ustanowienia Eucharystii i sakramentu kapłaństwa, w Wielki Piątek – dzień śmierci na krzyżu (jedyny dzień w roku, w którym nie odprawia się mszy św., a adoruje krzyż), Wigilię Paschalną – z najbogatszą liturgią w całym roku kościelnym. Świadomość przechodzenia przez kolejne etapy Jezusowej Męki, które stanowią całość, jedno zbawcze wydarzenie, są przeżywane jako świadomy wybór piękna i bogactwa liturgii Kościoła.