Strzelecki klub UKS „Kuźnia” chce się rozwijać, ale… nie ma gdzie

Mało która z atrakcji budziła w Nowej Wsi Wielkiej takie zainteresowanie jak konkurs strzelecki zorganizowany na gminnym festynie z okazji Dnia Dziecka. Przy stanowisku uczniowskiego klubu sportowego „Kuźnia” ustawiła się długa kolejka osób, które chciały spróbować swych sił w strzelaniu do niewielkich tarcz rozwieszonych na stalowym rusztowaniu nieopodal Urzędu Gminy.

– To nasza strzelnica, w takich warunkach spotykamy się na co dzień – mówi Romuald Rogowski, prezes UKS „Kuźnia”, wskazując na trzy stoliki, pięć wiatrówek, stojak i kawałek porośniętego trawą pola.

To on półtora roku temu sprowadził strzelectwo sportowe do Nowej Wsi Wielkiej, chcąc zarazić młodych pasją, która towarzyszy mu od dwunastego roku życia. Organizator zawodów w młodości trenował strzelanie z pistoletu szybkostrzelnego na bydgoskim stadionie Zawiszy.

– Treningi nie trwały długo, ale strzelałem przyzwoicie – wspomina prezes. – Później miałem długą przerwę na życie zawodowe i rodzinne. Z zawodu jestem murarzem, a życie murarza to ciągła tułaczka, bo trzeba być tam, gdzie coś się buduje. Trochę więc trwało nim osiedliłem się w jednym miejscu na stałe. Padło na Nową Wieś Wielką.

Nie dało się ściągnąć młodych

Romuald Rogowski, dysponując już wówczas większą ilością czasu, wstąpił do Ligi Obrony Kraju. Wznowił treningi, zrobił uprawnienia instruktora strzelectwa i sędziego Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego. Uznał, że najwyższy czas zacząć przekazywać wiedzę innym.

– Zależało mi na oderwaniu dzieciaków od komputerów i zachęceniu ich, by spróbowały czegoś nowego – zdradza szkoleniowiec. – Strzelectwo sportowe uczy koncentracji, umiejętności wyłączenia się i skupienia na celu. Ważne jest nie tyle dobre oko co spokój, wytrwałość i pewna ręka. Najbardziej liczy się dobra zabawa – nie trzeba być od razu mistrzem.

Z realizacją pomysłu pojawił się jednak problem.

– W LOK-u udzielają się wyłącznie starsi ludzie i nie idzie tam w żaden sposób ściągnąć młodych. Zacząłem się więc zastanawiać, jaka forma działalności przyciągnęłaby młodzież i wpadłem na pomysł utworzenia uczniowskiego klubu sportowego. By mógł on rozpocząć swoją działalność, musiało znaleźć się przynajmniej piętnastu ochotników, a to niełatwe zadanie w tak małej gminie. Chodziłem, pytałem i w końcu udało mi się zebrać dokładnie piętnaście osób.

Klub oficjalnie zaczął funkcjonować w listopadzie 2012 roku, jednak obrana forma uniemożliwiła czerpanie zysku z prowadzonej działalności. Wszystkie fundusze dla UKS-ów muszą pochodzić bowiem od sponsorów albo ze składek członkowskich. Ponieważ zarząd uznał, że nie chce brać od młodzieży więcej niż symboliczną złotówkę, pojawiły się pierwsze problemy finansowe.

Ćwiczymy pod gołym niebem

– Istniejemy tylko dzięki współpracy członków zarządu – mówi Romuald Rogowski. – Gdyby nie Włodzimierz Tomczak – wiceprezes klubu – a przy okazji dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury, nie mielibyśmy dziś nic. To on dał pomysł na konstrukcję stojaków na tarcze i wypożyczył nam trzy pierwsze karabinki z klubu w Złotnikach Kujawskich. Za własne środki dokupiliśmy później dwa kolejne i dziś możemy trenować na pięciu wiatrówkach. Nieoceniona jest też pomoc Jana Tomaszewskiego, naszego skarbnika – jeździ on po ludziach i załatwia środki dla klubu. Nie mogę nie wspomnieć o swojej żonie, która wspiera nas bardzo podczas zawodów i pomaga we wszystkich kwestiach technicznych.

„Kuźnia” wysunęła pomysł utworzenia nadrzędnego organu łączącego organizacje sportowe na terenie wsi. To ułatwiłoby znacznie pozyskiwanie funduszy z budżetu gminy. Chętnych do udziału w projekcie było jednak niewielu. Większe zainteresowanie współpracą wykazują za to kluby spoza miejscowości.

– Współpracujemy z motocyklistami z klubu 3-Bikers. Jeździmy z nimi na imprezy i organizujemy dla nich zawody strzeleckie w Chmielnikach. Planujemy też z łucznikami „Sokołów” w Brzozie zorganizować wspólną zabawę strzelecką.

To nie jedyne zamierzenia klubu z Nowej Wsi. Planowana jest budowa wiaty, pod którą młodzi zawodnicy mogliby trenować bez względu na pogodę. Na razie muszą ćwiczyć pod gołym niebem, bo klub nie ma wystarczających środków, by sfinansować budowę.

– Marzy mi się strzelnica do karabinka pneumatycznego z torami. Tam moglibyśmy przeprowadzać zawody – zdradza prezes Rogowski. – W odległych planach jest trzystumetrowa strzelnica do strzelań kulowych, z której korzystać mogliby też czarnoprochowcy, ale to wymagałoby innej lokalizacji ze względu na hałas. Sołtys Dobromierza rzucił pomysł, że na ich terenie moglibyśmy spróbować, ale to bardzo wstępne deklaracje.