Sołtys Łochowic wziął udział w Złombolu i wyruszył do Kraju Basków

Przejechał z teamem Komfortu z Katowic do hiszpańskiej miejscowości Noja ponad 6,5 tys. km. Wszystko po to, by pomóc najmłodszym z domów dziecka (fot. Jacek Grzywacz/nadesłane)

Dlaczego zdecydowałem się wziąć udział w tej wyprawie? Być może była to jedyna taka okazja w życiu, a nieliczna, w której można realnie pomóc dzieciakom – mówi Jacek Grzywacz, sołtys Łochowic. Dołączenie do zespołu zaproponował mu zaprzyjaźniony dyrektor firmy Komfort, oferującej części do ciągników. Obaj pasjonują się starymi maszynami, których tradycyjnie podczas 11. edycji Złombolu nie brakowało.

Charytatywny rajd turystyczny od lat wyrusza z Katowic, by po przejechaniu 2,5 tys. km dojechać do wytyczonej mety. W tym roku rekordowa liczba uczestników – ponad pół tysiąca – wyruszyło swoimi pojazdami socjalistycznej lub komunistycznej produkcji do miejscowości Noja, miasta położonego w północno-zachodniej części Hiszpanii. W składzie jednego z aut podróżował sołtys Łochowic.

– Propozycję wejścia do ekipy teamu Komfortu z Budzynia, niedaleko Wągrowca, otrzymałem od dyrektora przedsiębiorstwa – mówi Jacek Grzywacz. – Mieliśmy okazję współpracować i chyba to zaważyło na zaproszeniu mnie do tego wyjątkowego wydarzenia.

Wieczorem 1 września zespół dotarł do Katowic, skąd następnego dnia w samo południe wystartował Tarpanem Hookerem w ponad 2700-kilometrową trasę. Z dwóch opcji wybrał tę dłuższą – przez Czechy, Austrię, Włochy i Francję. Biletem do udziału w rajdzie było potwierdzenie przekazania 1,5 tys. zł na jeden z domów dziecka z terenu Śląska.

– Droga składała się z części północnej i południowej, które pokryły się dopiero w Bordeaux – opisują alternatywy organizatorzy. – Północna trasa była krótsza, bardziej „romantyczna” i nastawiona na zwiedzanie. Do Paryża kierowcy wyruszyli przez Drezno, Frankfurt, Saarbrucken i Reims. W opcji dłuższej była Praga, Heidelberg, Strasburg, Park Regionalny Wulkanów Owernii, a finalnie dla wszystkich Kraj Basków i meta w miejscowości Noja.

Drużyna z Jackiem Grzywaczem w składzie stworzyła wraz z trzema żukami, prowadzonymi przez zaprzyjaźnionych kierowców, kolumnę. Pokonując całą trasę, skorzystali z bliskości Morza Śródziemnego – skręcili na Lazurowe Wybrzeże, jechali przez Monte Carlo, Niceę oraz Saint Tropez.

– Być tak blisko i nie zobaczyć toru Formuły 1 czy słynnych statków? Niemożliwe – śmieje się sołtys. – Nadłożyliśmy 800 km, ale było warto. Do mety dotarliśmy 6 września. Mieliśmy się przespać na jednym z trzech pól namiotowych. Koszt za całą drużynę był jednak podobny do cen w hotelu. Wybraliśmy tę lepszą opcję.

Do domu wrócili 9 września, po kolejnych trzech dniach podróży. Łącznie przebyli ponad 6 tys. km.

– Podróż naszego zespołu odbyła się bezproblemowo – zaznacza Jacek Grzywacz. – W sąsiednim żuku zaś wysiadała we Włoszech pompa wodna, w Hiszpanii skrzynia biegów. Do mety dojechał tylko na czwartym. Już na miejscu z Polski przyjechała żona jednego z zawodników i przywiozła im nowe urządzenie. Widać było także wsparcie od innych – pewna firma transportowa zabrała dla nich nową skrzynię biegów.

Rajd Złombol, którego pierwsza edycja zorganizowana była w 2007 r., organizowany jest zawsze w odległości około 2,5 tys. km od Katowic. Celem na przemian są kraje „ciepłe” oraz „zimne”. W przyszłym roku miłośnicy starych samochodów wybiorą się prawdopodobnie na południe.

– Czy chciałbym wziąć udział w kolejnej wyprawie? Nie mówię „nie” – śmieje się miłośnik starych pojazdów. – Takiego wydarzenia można drugi raz nie doświadczyć. Po drodze spotyka się wielu pozytywnie nastawionych ludzi, otrzymuje się naprawdę dużo wsparcia. Widać pojazdy, których w normalnych polskich warunkach się nie dojrzy. Z pewnością o kolejnym rajdzie będę intensywnie myślał. Na tę chwilę chciałbym jednak serdecznie podziękować Adamowi Kubackiemu, dyrektorowi z firmy Komfort, za impuls do działania.

W tym roku uczestnicy Złombolu zebrali łącznie 1 mln 80 tys. zł. Oprócz wspaniałej zabawy, rekordowo wsparli dzieci z województwa śląskiego. Dla organizatorów rajdu najważniejsza jest jedna zasada: sto procent uzbieranych środków przeznaczanych jest na zakup rzeczy, podwyższenie poziomu edukacji i przygotowania do dorosłości dzieci z domów dziecka. Projekt ten nazwali „wyrównaniem szans”. Złombol każdego roku wysoko podnosi poprzeczkę. Jak podkreślają jego uczestnicy, w tej całej zabawie i miłości do staroci najważniejsze jest dobre serce, z którym każdy bezpiecznie wraca do domu.