Śmierć w walizce. Ruszył proces zabójcy mieszkanki Trzeciewca

Z wtorku na środę rodziców dziewczyny obudził telefon. „Marta nie żyje” – krótkie, przeraźliwe zdanie rozsypało spokojne życie rodziny w drobny pył. Zabójca ich córki był jej największą miłością.

Tomasza K., dwudziestotrzyletnia Marta Ligman poznała przez internet w 2008 roku. To właśnie dla niego wyemigrowała z Trzeciewca, małej wsi pod Bydgoszczą, i przeprowadziła się domieszkania przy Brent w Buckingham Road w Londynie. Mieli wielkie plany – wspólne mieszkanie, piękny ślub. Wszystko układało się dobrze. Marta znalazła pracę w polskim sklepie z artykułami spożywczymi. Tomasz był zawsze u jej boku. Kiedy zaczęło się między nimi psuć, Marta myślała o powrocie do rodzinnego Trzeciewca. Być może te plany zaważyły na życiu kobiety.

Poszukiwania 23-letniej Marty rozpoczęły się pod koniec kwietnia. Żywo uczestniczył w nich To-masz K., narzeczony dziewczyny. Mimo, iż pomagał jej szukać, dziś policja dowiodła, że jego celem było opóźnienie w poszukiwaniu zwłok.

Czarną walizkę z ciałem młodej kobiety wyłowiono 10 maja 2015 roku z kanału Grand Union w Londynie. Z ustaleń śledczych wynikało, że zwłoki w wodzie przebywało około dwóch tygodni. Przedmiot z makabryczną zawartością odnaleźli przypadkowi mieszkańcy jednej z nabrzeżnych barek. Zabójca Marty ciało zawinął w charakterystyczne białe płótno.

Przed zaginięciem, 27 kwietnia pracodawca Marty Ligman otrzymał od niej wiadomość o natychmiastowym powrocie do kraju, z powodu choroby mamy. Kilka dni później, na jednym z profil i społecznościowych pojawił się wpis, opatrzony imieniem i nazwiskiem mieszkanki Trzeciewca. Jak wynika z ustaleń śledczych – ani SMS-a, ani wpisu nie mogła dokonać Marta, gdyż w tym czasie już nie żyła.

Nie wiadomo, czy zbrodnia była za-planowana, czy też stała się skutkiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Faktem jest jednak próba zacierania śladów przez sprawcę wiadomości miały zmylić stróżów prawa i opóźnić akcję poszukiwawczą.

Londyńska policja badająca sprawę wciąż szuka miejsca, w którym doszło do makabrycznej zbrodni. Na pewno nie było nim mieszkanie mężczyzny. Wynajmowali je w trójkę – on, Marta i współlokator z Polski.

Zbrodnia, do której doszło pod koniec kwietnia wciąż owiana jest tajemnicą. Wiadomo, że na ciele dziewczyny znaleziono wiele obrażeń. Patolodzy badający zwłoki nie ujawnili jednak szczegółów sekcji. Nie wiadomo więc, co było bezpośrednią przyczyną jej śmierci.

Policja badająca sprawę nie do-tarła do świadków morderstwa. Z trudem uzyskała informację o relacjach, jakie łączyły Martę z jej chłopakiem. Związek owiany był wielką tajemnicą.

Tomasz K. przed londyńskim sądem stanął 14 października. Grozić mu może do 30 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna jeszcze do niedawna nie przyznawał się do winy.