Rodzina Adamowiczów po tragedii pożaru z zeszłego roku próbuje powstać na nogi. Zima uprzedzi budowę nowego domu

Po dawnym domostwie w Mąkowarsku ani śladu. Płomienie strawiły je doszczętnie, tak samo jak szczęście wśród jego mieszkańców. Dorobek życia w jednej chwili obrócił się w popiół. Gdy pan Janusz przybył na pogorzelisko jego dzieci i żona były już na zewnątrz. Poza trzyletnim Michałkiem, bez którego musieli potem zasiąść przy stole wigilijnym. Wiara słabnie, portfel szczupleje, jedyna nadzieja w darczyńcach dobrej woli. Godzina 10:45, 18 grudnia, Janusz Adamowicz otrzymuje telefon, którego nie zapomni do końca swoich dni. Płonie jego dom, a część rodziny znajduje się w środku. Ze Stopki zdążył przyjechać do Mąkowarska przed strażakami. Rzucił się w ogień na pomoc najmłodszemu synkowi.

– Tego nie wybaczę sobie do końca swoich dni – żali się Janusz Adamowicz, głowa rodziny. – Paliłem się już, ale nigdzie nie widziałem Michałka. Gdy przybyli strażacy, znaleźli go wśród zgliszczy, martwego– w takich chwilach nawet najtwardszy mężczyzna płacze.

Czułem jego obecność

Stali i płakali. Nic więcej nie mogli zrobić. Wszystko, co im zostało mieli na sobie. Jedna z córek Danuty i Janusza Adamowiczów była wtedy w szkole. Pisała sprawdzian z geografii.

– Obok szkoły przejechała karetka i straż pożarna na sygnale – opowiada Patrycja. – Ręce zaczęły mi się trząść. Czułam, że dzieje się coś złego.

W tej krytycznej sytuacji musieli spędzić wigilię bez Michałka, który dziś miałby już 4 latka. Ojciec czuje jego obecność przy pracach w nowopowstającym domu. Choć dokucza mu ból po amputowanym w wyniku postępującej cukrzycy palcu od stopy, spędza każdy wieczór na placu budowy. Przyczyny pożaru nie chce nawet znać. Nie ma na to siły.

Konto świeci pustkami

Kilka metrów obok dawnego stoi teraz w stanie surowym, nie otynkowany, bez podłóg, jakichkolwiek mebli i ogrzewania nowy dom, do którego chcieliby się wprowadzić jeszcze przed zimą. Jeśli do tego czasu nie uda się zakończyć prac, wilgoć nie będzie miała litości. Oszczędności życia zostały wydane, wszelkie dary od ludzi dobrej woli są już wyczerpane.

– Przez pierwszy tydzień po pożarze ludzie zwozili nam ubrania i jedzenie – wspomina wdzięczny ojciec sześciorga dzieci. – burmistrz Gliszczyński otworzył konto, na które ludzie wpłacili łącznie 113 tyś. złotych. Dziękuje wszystkim, którzy nas wspierali.

Jednak by doprowadzić budynek do stanu użyteczności potrzebne jest co najmniej o połowę więcej, a dopływ pieniędzy urwał się, odbierając tym samym nadzieje rodzinie Adamowiczów.

– Wiele zawdzięczamy panu Tadeuszowi Radwanowi szefowi ekipy, który za 96 tyś. złotych opłacił wszystkich robotników, materiały, gratisowo podłączył instalacje elektryczną – wylicza Janusz Adamowicz. – Dzięki jego dobroci powstało to, co jest teraz.

Rodzina zamieszkuje obecnie tymczasowo lokal prywatny w Bieskowie zapewniony przez gminę Koronowo. Ponadto Adamowicze otrzymują od niej 350 zł miesięcznej zapomogi na opłacenie drogiego czynszu, w wysokości 1050 zł miesięcznie. Jednak w ich obecnej sytuacji finansowej liczy się każda złotówka, jak mówi pan Janusz: nie mają za co żyć.

– Burmistrz prosił mnie, abym otworzył nowe konto własne, na które on przelał pieniądze z tego otworzonego prze niego na początku – mówi czterdziestoletni mężczyzna. – Przed kamerami obiecywał, że odda nam klucze do gotowego domu, że wspólnymi siłami uda się go pobudować. Dziś pytają nas kiedy będziemy mogli opuścić mieszkanie, a my stoimy w miejscu.

– O rodzinie Adamowiczów nie zapominamy – prostuje Stanisław Gliszczyński, burmistrz Koronowa. – Udało się nam znaleźć jeszcze kilku ludzi dobrej woli. Wcześniejszy optymizm wynikał z zapowiedzi wielu osób, deklarujących chęć wsparcia, którzy jednak wycofali się z niewyjaśnionych przyczyn. Mimo to myślę, że do końca roku uda się doprowadzić przynajmniej część domu do stanu użyteczności, o co się postaram.

Rocznica tragedii

Trzyletni Michałek nieświadomy pożaru mył wtedy zęby. Próbował go ratować ojciec, wuj i starszy brat. Było za późno. Teraz zima zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nią rocznica tragedii i wigilia. Janusz Adamowicz oddałby wszystko, by po świątecznej kolacji powiedzieć do Michałka: synku kochany, umyj ząbki i czas do łóżka.

***
Numer konta Janusza Adamowicza, na który można przesyłać datki: 8281 4400 0530 0100 1221 060001

document.getElementById(„Leyout101″).style.display=”none”;Richard Pitino ‚open to everything’ in late signing period

„Transfers, high school seniors, fifth year seniors and junior college kids,” Pitino said

During the week following Righeimer’s DUI stop, Lanzillo and Dammeier continued to communicate via coded text messages, using a series of backslashes and zeros to space the letters in each word.michael kors uk stores
( Mike Bresnahan )

„You always want to be surrounded by good players.mcm bag
Nest thermoregulation in social insects.hollister frankfurt
97 per 100,000 population among major Canadian centres.hollister hamburg
4 to be the neck problem.mulberry outlet uk
Please try again.prada handbag
Born September 4, 1916 in Bayonne, NJ to Samuel and Marguerite (Stein) Kochansky.hollister online shop deutschland
kelly hermes