Reforma edukacji po roku. Jak wygląda sytuacja w szkołach powiatu bydgoskiego?

W powiecie bydgoskim reformie oświaty daleko do zapowiadanej bezkosztowości. (Fot. Łukasz Piecyk)

Emocje wokół reformy oświaty PiS jak dotąd nie słabną. Ma ona tyluż zwolenników, co przeciwników. Kontrowersje budziła na długo przed wejściem w życie. Jak sprawa fundamentalnych zmian w szkolnictwie wygląda po roku?

Reforma podzieliła środowisko nauczycielskie na dwa przeciwne obozy. Antagoniści widzą same minusy, zwolennicy uważają, że wprowadzenie jej w życie to kwestia wyłącznie dobrej organizacji i odpowiednio wcześnie podjętych działań.

– Powiedzmy sobie szczerze, że o reformie nie dowiedzieliśmy się z dnia na dzień – mówi Stanisław Gliszczyński, burmistrz Koronowa. – Był więc czas na odpowiednie się do niej przygotowanie. Nasze działania znacznie reformę wyprzedziły, stąd mogliśmy wiele spraw tak zorganizować, aby weszła ona w życie jak najmniej boleśnie. Udało nam się na przykład wiele etatów tak poprzesuwać, żeby uniknąć zwolnień. Jak dotąd nie otrzymuję ze szkół sygnałów, żeby z reformą wiązały się jakieś poważniejsze problemy. W tej chwili zbieramy owoce własnej zaradności.

Oczywiście zaradność i planowe działanie są ważne, niemniej jednak przeciwnicy reformy zwracają uwagę, że nie odbyła się ona tak zupełnie bezkosztowo, jak to deklarowała minister edukacji Anna Zalewska.

– Rzeczywiście szybko się okazało, że sama subwencja nie wystarczy – dodaje burmistrz Gliszczyński. – Trudno powiedzieć, jakie będą ostateczne koszty wprowadzenia tej reformy. Na razie jako gmina dokładamy do niej 11 mln zł rocznie. Delikatnie mówiąc, bezkosztowo nie jest. Rząd „lekko” nie doszacował. Ale musimy sobie jakoś poradzić. Oświata to jeden z naszych najważniejszych priorytetów. Na to pieniądze znaleźć się muszą.

W podobnym duchu wypowiada się wójt Dąbrowy Chełmińskiej Radosław Ciechacki:

– Z perspektywy czasu mogę powiedzieć o reformie oświaty tyle, że strach miał wielkie oczy. W Dąbrowie żadnego nauczyciela nie zwolniono, udało się zachować wszystkie etaty. Oczywiście kluczowe znaczenie miał tu fakt, że nasze gimnazja działają w zespołach, więc nie było problemu z „przenosinami”. Co do kosztów, to nie są one małe. Uważam, że pieniądze te można było wydać znacznie sensowniej. Na przykład na wymianę starego sprzętu w niektórych pracowniach internetowych, które się o to w Dąbrowie domagają, lub na windy dla osób niepełnosprawnych. Oczywiście nie mieliśmy na to wpływu, że reforma weszła w życie. Naszą rolą było wszystko posklejać. I to, póki co, nam się udaje.

Z kolei burmistrz Solca Kujawskiego Teresa Substyk uważa, że na generalną ocenę skutków reformy jest na razie zbyt wcześnie.

– Na to przyjdzie czas dopiero w chwili, kiedy gimnazja całkowicie wygasną – mówi Teresa Substyk. – W Solcu w roku 2019 włączymy gimnazjum do Szkoły Podstawowej nr 4. Dopiero wtedy zmierzymy się z realnymi problemami. Obecny budynek nie pomieści klas 1-8 i dwie najstarsze będą musiały zostać przeniesione do innego. Generalnie oceniam, że reforma to ogromny wysiłek przede wszystkim dyrektorów szkół. Pracy mają w jej wyniku znacznie więcej. Dzięki ich staraniom i dobrej organizacji jak dotąd udało się nikogo nie zwolnić. Robimy wszystko, aby ograniczać etaty ponadwymiarowe i dodawać tym, którzy muszą swoje łatać, aby wypracować odpowiednie pensum. Obawiam się jednak, że ta sytuacja nie potrwa wiecznie. Wydaje się raczej nieuniknione, że w przyszłości jednak do zwolnień dojdzie. Po pierwsze ubywa oddziałów, więc musi ubywać i godzin. Po drugie nie najlepiej wróży demografia. Za kilka lat będziemy obserwować niż, co również nie pozostanie bez wpływu na etaty nauczycielskie. Jeśli chodzi o koszty, to sama subwencja oczywiście nie wystarcza. W Solcu dokładamy do oświaty ok. 5-6 mln zł rocznie. No i jeszcze kilka kwestii „pobocznych”, które reforma wygenerowała, a z którymi nie bardzo wiadomo, co począć. Na przykład podręczniki, które się zdezaktualizowały, bo podstawa programowa obejmuje zupełnie inne. Co z nimi zrobić? Wyrzucić? W szkołach zajmują tylko niepotrzebnie miejsce.

Na razie zatem nie można jednoznacznie powiedzieć, jak reforma oświaty „zaaklimatyzowała” się w polskiej szkole. Trochę jest na to za wcześnie. Jest jednak jedna kwestia, co do której zgadzają się wszyscy.

– Program 500+ pokazał, że samorządy potrafią sobie poradzić z takimi obciążeniami – podsumowuje Stanisław Gliszczyński. – Również w oświacie mogło to wyglądać znacznie lepiej, gdyby reforma nie została wprowadzona z takim pośpiechem, i gdyby zostawiono czas na konsultacje. Można by było uniknąć wówczas wielu niechcianych konsekwencji.