Reforma edukacji – czy nauczyciele z regionu stracili pracę?

Przed wprowadzeniem reformy nauczyciele obawiali się utraty pracy. (fot. Łukasz Piecyk)

Reforma oświaty weszła w życie trzy miesiące temu. To dość czasu, by pokusić się o pierwsze podsumowania. Pytamy, czy nauczyciele w powiecie bydgoskim w efekcie likwidacji gimnazjów stracili pracę. Co do pierwszych efektów reformy zdania są skrajnie podzielone. Minister edukacji Anna Zalewska mówi, że miejsc pracy wręcz przybyło, a prezes ZNP Sławomir Broniarz, że w samym tylko kujawsko-pomorskim zwolniono 439 nauczycieli. 

 

Zgodnie z prawami elementarnej arytmetyki ktoś się mylić musi. Pytanie jest proste: zwolniono czy nie? Sprawdziliśmy. 

Większość gmin, do których zwróciliśmy się z tym pytaniem, odpowiada przecząco. Jak na przykład w Koronowie. 


– U nas nie zwolniono nikogo – mówi 
burmistrz Koronowa Stanisław Gliszczyński. – Zatrudniliśmy nawet kilku nauczycieli, którzy musieli objąć nowo utworzone godziny w klasach siódmych.
 


Dodajmy jednak
, że nie są to nowe etaty w sensie ścisłym, a jedynie etaty cząstkowe. Często ich liczba rzeczywiście jest minimalna.
 


– Niektóre
 siódme klasy w naszej gminie są bardzo nieliczne – mówi Ewa 
Chytładyrektorka Miejsko-Gminnego Zespołu Edukacji w Koronowie. – Na przykład w siódmej klasie w szkole w Sitowcu jest tylko dziewięć osób, a w Witoldowie raptem pięć. Nie da się ich połączyć z inną klasą, bo póki co innej nie ma. To pierwszy taki rocznik. Wygląda to, prawdę mówiąc, jak nauczanie indywidualne. Niektórzy nauczyciele muszą specjalnie przyjeżdżać na te kilka godzin. Ktoś musi te cząstkowe etaty obsłużyć. Dotyczy to zwłaszcza fizyki i chemii. Póki co jednak udało się tak wszystko ustawić, że nikt zwolniony nie został. 


W podobnym duchu wypowiada
 się także zastępca wójta gminy Białe Błota Jan 
Czekajewski. 


– 
W gminie Białe Błota żaden nauczyciel ani pracownik obsługi w wyniku reformy oświaty pracy nie stracił. Były nawet przyjęcia, i to w każdej ze szkół. Tak więc reforma nie dotknęła nas bezpośrednio. Poza tym warto zwrócić uwagę na obecną zwyżkową koniunkturę demograficzną. Mamy np. podwójne klasy czwarte. To również działa pozytywnie na uzupełnianie etatów dodatkowymi godzinami.
 


Równie korzystnie sytuacja wygląda w 
Dobrczu.
 


– U nas nie zwolniono nikogo – mówi Krzysztof Szala, wójt gminy Dobrcz. – Godziny rozdzielono między wszystkich nauczycieli.
 Nie bez znaczenia jest również fakt, że wielu nauczycieli odeszło na emerytury. Klasy są wprawdzie mniejsze niż kiedyś, ale jest to wina demografii, a nie reformy. Taka sytuacja potrwa jeszcze kilka lat, aż dojdą do głosu roczniki, które rodzą się w wyniku programu 500+. Za siedem lat okres kryzysowy powinien minąć.
 


Prognoza
 brzmi optymistycznie. Rzecz oczywiście w tym, czy tendencja wzrostowa się utrzyma.
 


– Uważam, że dążenie do modelu oświaty fińskiej da najlepsze rezultaty – dodaje wójt Szala. – Obecnie powinniśmy koncentrować się doposażeniu 
sal przedmiotowych. W Dobrczu w połowie szkół trzeba odbudować pracownie, które funkcjonowały, zanim wprowadzono gimnazja, przed rokiem 1999. 


Nie wszędzie jednak w powiecie
 bydgoskim kadry nauczycielskie pozostały nietknięte. W Solcu Kujawskim np. były osoby, z którymi nie przedłużono umów.
 


– To nauczyciele, którzy mieli podpisane umowy tylko na czas określony – mówi Teresa 
Substyk, burmistrz Solca Kujawskiego– Były to wprawdzie jednostkowe przypadki, ale trzeba uczciwie przyznać, że rzeczywiście miały miejsce. Pozostałych udało się tak poprzesuwać, by reformę wdrożyć jak najmniej boleśnie. Nie wszyscy mieli pełen wymiar godzin i te etaty trzeba było pouzupełniać. Sytuację poprawia coraz częstsze orzecznictwo o indywidualnym toku nauczania niektórych uczniów. Wówczas można tymi godzinami dopełniać etaty. Powoduje to wprawdzie sytuację, w której nauczyciele przemieszczają się z jednej szkoły do drugiej, ale na razie to konieczność. Co będzie w roku 2019, kiedy gimnazja zostaną wygaszone całkowicie – nie wiadomo. 


Dodajmy jednak, że r
eforma dopiero rusza i na razie wszystkich jej efektów nie widać. Dopiero po całkowitym wygaśnięciu gimnazjów będziemy w stanie realnie ocenić jej skutki. Wydaje się, że wtedy zwolnienia nauczycieli będą nieuniknione.
 


– 
Należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt: za reformą nie poszedł wzrost subwencji na oświatę – dodaje burmistrz Teresa 
Substyk. – W Solcu do 12 mln zł, jakie otrzymaliśmy na oświatę, zmuszeni byliśmy dołożyć aż 7 mln zł, czyli ponad połowę. Dalsze podwyżki są równie nieuniknione. I z całą pewnością subwencja ich nie pokryje. 


Innymi słowy
: póki co nikogo w wyniku reformy nie zwolniono, ale koszty wzrosły niebotycznie. I w tym względzie wśród włodarzy powiatu bydgoskiego panuje pełna zgoda.