Radosław Ciechacki: Będę ponownie kandydował

O zbliżających się wyborach, niepokojach związanych z gospodarką śmieciową oraz rozbudowie ścieżek rowerowych Łukasz Piecyk rozmawia Radosławem Ciechackim, wójtem gminy Dąbrowa Chełmińska.

Jakie nadzieje wiąże pan z porozumieniem w sprawie Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych?
Zgłaszaliśmy kwestie termomodernizacyjne, gdyż tego nigdy nie skorzystaliśmy. Miejscy sygnatariusze ZIT-u nastawili się na infrastrukturę, więc mamy okazję skorzystać z tego budżetu. Głównie przygotowujemy się jednak na ścieżki rowerowe wzdłuż dróg powiatowych, które obejmą Wałdowo Królewskie, Czemlewo, Czarże, Janowo, Bolumin i Boluminek.

Gmina jest chyba pionierem w tej kwestii.
Nasz powiat zaczął realizować inwestycje związane ze ścieżkami w 2009 roku. W tym roku również budujemy 7-kilometrowy odcinek. Mamy bardzo malownicze i urozmaicone tereny, więc żal z tego nie skorzystać na potrzeby turystyki. Co ważne, mieszkańcy gminy również wybierają rower jako sposób dotarcia do miejsca pracy czy szkoły. Wszystkie te inwestycje wszak poprawiają znacząco bezpieczeństwo na drogach.

Jest pan najprawdopodobniej najmłodszym wójtem w Polsce. Jak z czteroletniej perspektywy sprawdził się tak młody wiek?
To chyba zaleta. Naturalnie moi kontrkandydaci zarzucali mi brak doświadczenia i że trzydziestolatkowi nie uda się kierować samorządem. Dzisiaj słyszę jednak więcej pozytywnych głosów, bo w ostatnich wyborach wygrałem rzutem na taśmę. Wtedy to był dobry wybór, chociaż nie deprymuję osób z większym stażem.

Teraz będzie pan kandydował?
Oczywiście. Podsumowując ten okres, udało nam się wykonać większość zadań z zakresu gospodarki wodno-kanalizacyjnej, które założyliśmy przed wyborami. Teraz kończymy budowę ostatnich obiektów sportowych, aby dopełnić bazę infrastrukturalną.

Czy są jakieś niedociągnięcia?
Myślę tu o kanalizacji sanitarnej. Wśród mieszkańców jest jeszcze niedosyt, bo gmina prężnie się rozwija i nie nadążamy wszędzie z siecią. Na szczęście nie ma takich sytuacji, żeby przez trzy tygodnie zabrakło w gminie wody, jak to zdarzało się wcześniej. Martwi nas ograniczenie środków z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na gospodarkę wodno-kanalizacyjną. Obecna tendencja skłania się do zakończenia tego typu inwestycji, ale potrzeby gminy są wciąż wielkie.

Niepokojące są także tendencje w kwestii gospodarki śmieciowej.
Boimy się o stawki, bo widzimy, że wiele samorządów podnosi ceny. Mamy wielkie obawy o to, mimo że w naszym systemie nie chcemy nic zmieniać. U nas się on sprawdza.

Z jaką propozycją wyjdzie pan do mieszkańców przed tymi wyborami?
Nie uściśliliśmy jeszcze programu i nie będę wychodził zbytnio przed szereg. Na pewno trzeba dokończyć skanalizowanie gminy. Wciąż czekają na to m. in. Strzyżawa, Wałdowo Królewskie czy Dąbrowa Chełmińska. Będziemy powoli przechodzić także w drogi. Istniejące asfaltówki o szerokości 3-3,5 metra nie spełniają standardów, więc na pewno trzeba je zmodernizować.

Zmieni się także charakter gminy?
Powszechnie się mówi, że jesteśmy sypialnią Bydgoszczy. Zakusów na przemysł nie mamy, bo nie ma na dobrą sprawę terenów do tego. Pozostaniemy więc typową gminą rolniczą. Nikt zresztą nie chce dużych zakładów pod domem, a większość gminy w planie zagospodarowania przestrzeni przeznaczymy na zabudowę mieszkaniową, ale bez budownictwa wielorodzinnego, bo ono już się nie sprawdza. Część terenów zalewowych na pewno trzeba wyłączyć z tych planów. Motorem napędowym będą na pewno miejscowości Gzin, Wałdowo Królewskie, Dąbrowa Chełmińska czy Reptowo i Nowy Dwór.

Kiedy poznamy decyzję w sprawie powstania w tych dwóch ostatnich miejscowościach oddzielnych sołectw?
Rada Gminy zdecydowała, że będzie to trzy miesiące po wyborach samorządowych. Głosowanie zbiegnie się z wyborami sołtysów.