Przez działania urzędniczki stracą działki?

Na ulicy Kwiatowej w Osielsku zawrzało. Ludzie nie rozumieją, dlaczego w wyniku bałaganu w urzędzie oni mają ponosić odpowiedzialność za decyzje wydawane bez wiedzy dyrektora referatu. Kupione działki, zgodnie z logiką, uważają za własne.

– Wprowadziłem się tutaj w 1972 roku – mówi Zdzisław Turmiłowicz, mieszkaniec Kwiatowej 3/2. – Mieszkanie wykupiłem od Akademii Techniczno-Rolniczej. Koło sześciu tysięcy za to zapłaciłem, czy jakoś tak. O możliwości wykupu działki pod budynkiem rozmawialiśmy od lat 90-tych. Długo to trwało w urzędach. W końcu 2012 roku jednak się udało. Po 40 latach byłem zupełnie na swoim.

Radość pana Zdzisława i jego sąsiadów była jednak przedwczesna.

– W 2013 dostaliśmy wezwanie z bydgoskiego komisariatu – mówi mieszkaniec ulicy Kwiatowej. – Tego na Wyżynach. Kazali zgłosić się z dokumentami. Część z nich nam zabrano i do tej pory żeśmy ich nie odzyskali.

Czemu sprawą wykupu gruntów zainteresowała się policja? Trzeba wrócić do Starostwa Powiatowego, w którym pracowała urzędniczka odpowiadająca za transakcję. Okazuje się bowiem, że pracownica tego urzędu działała na własną rękę. Bez zastanowienia podpisywała dokumenty za swojego szefa i przystawiała pieczątkę.

– Zwolniliśmy ją dyscyplinarnie – mówi Wojciech Porzych, starosta bydgoski. – Prokurator zajął się jej krótką karierą w naszym urzędzie.

Działalność urzędniczki ma jednak spore konsekwencje.

– Niedawno otrzymaliśmy z Urzędu Wojewódzkiego informację, że wszczęto postępowanie unieważniające decyzję o sprzedaży gruntu. Nie jest tak, jak przekazały to niektóre media, że chodzi o 90 procentową obniżkę ceny, której udzieliła nam urzędniczka. Mogła to zrobić w zgodzie z obowiązującymi wówczas przepisami. Nie był to szczególny ukłon w naszą stronę. Decyzja jest podważana ze względu na to, że przełożony tej pani miał się dopatrzeć, iż nie zajmował się tą sprawą, a ona podpisała się za niego. Skąd my, zwykli obywatele, mieliśmy o tym wiedzieć? Wzywali do urzędu. Byliśmy. Kazali zapłacić. Zapłaciliśmy. A teraz co? Odbiorą nam działki? Niedoczekanie!

Turmiłowicz zapłacił za grunt nieco ponad 600 złotych. Tłumaczy, że opłaty uzależnione były od wielkości mieszkania, posiadania piwnicy czy składu obok. Sąsiedzi płacili różnie, ale były porównywalne kwoty.

– To nie nasz błąd – mówią zgodnie mieszkańcy ul. Kwiatowej w Osielsku. – Niech jeden urząd żąda od drugiego zadośćuczynienia, a nie nam głowę zawracają. Jeszcze raz, tylko więcej za to samo mamy zapłacić?

W starostwie nie znają dalszych losów urzędniczki. Turmiłowicz słyszał, że została ukarana, ale nie ma dowodów. Do Urzędu Wojewódzkiego sprawa trafiła ze szczebla powiatowego. Rzecznik wojewody nie pozostawia jednak wątpliwości w tej sprawie.

– Postępowanie wszczęte zostało na wniosek starosty o stwierdzenie nieważności decyzji – mówi Bartłomiej Michałek. – Powodem ma być naruszenie prawa przy jej wydawaniu. Do końca lutego powinniśmy poznać decyzję wojewody.

W Osielsku wierzą, że zwycięży zdrowy rozsądek.

– Własność jest naszym prawem konstytucyjnym – mówi Zdzisław Turmiłowicz. – Nie wyobrażam sobie, że zabiorą nam działki, które kupiliśmy. Byłby to szczyt paranoi. Jak ktoś zadziałał na szkodę skarbu państwa, to niech dojdą kto. Bo na pewno nie my.