Pływacy z Dębów Osielsko mają nową trenerkę

Nowa trenerka „Dębów” Osielsko zapewnia, że każdy może nauczyć się pływać. Jeśli jednak chcemy odnosić sportowe sukcesy, czekać nas będzie wiele wyrzeczeń.

Aleksandra Karolczak na basen uczęszcza regularnie od siódmego roku życia. Trenowała pływanie na „Astorii”, a największe sukcesy w tej dyscyplinie święciła na studiach. Dwukrotnie zdobyła złoto na Akademickich Mistrzostwach Polski. Raz w stylu klasycznym, w którym się specjalizuje, raz w stylu dowolnym. Jako juniorka startowała też w zawodach z seniorami, choć już bez tak dobrych rezultatów. Uczęszczając jeszcze na uczelnię, a także przez pewien czas po ukończeniu studiów, sama prowadziła zajęcia na „Astorii”. Kolejnych czternaście lat przepracowała jako wuefistka w Zespole Szkół Drzewnych w Bydgoszczy.

– Z pływaniem jestem związana od dawna, mam uprawnienia instruktorskie i trenerskie, jak tylko zauważyłam więc informację, że „Dęby” szukają nowego trenera, pomyślałam, że muszę spróbować – tłumaczy swoją decyzję Aleksandra Karolczak.

Dziś z tego posunięcia zadowolona jest nie tylko trenerka, ale i władze klubu, którego wychowankowie świętowali już sporo sukcesów od kiedy pracuje z nimi nowa instruktorka. Już na pierwszych zawodach w Inowrocławiu, zaledwie trzy miesiące po rozpoczęciu treningów, brązowy medal wywalczył tam jeden z jej wychowanków. Nauczycielka tłumaczy, że nie ma jednak złotego środka, w jaki sposób należy trenować młodych pływaków, by osiągali sukcesy. Do każdego trzeba podchodzić indywidualnie, by znaleźć sposób na poprawienie dotychczasowych wyników.

– Poprawianie swoich umiejętności i czasów życiowych sprawia dużo radości, a postępy są zauważalne zwłaszcza u dzieci i osób, które dopiero zaczynają się uczyć – tłumaczy Aleksandra Karolczak. – Potem robi się coraz trudniej, bo walczy się o każdą sekundę, a nawet setną sekundy. Pływanie to sport dla wytrwałych, wymaga wiele poświęcenia zarówno od dzieci, jak i ich rodziców. Młodzież trenuje po 8-10 razy tygodniowo, pływa się rano i popołudniami. Dla dzieci to godziny spędzone w wodzie, a dla rodziców czas związany z dowożeniem i zabieraniem ich z powrotem do domów.

Zdaniem trenerki sport ten wart jest jednak poświęceń. Nie tylko poprawia kondycję i wpływa na zdrowy rozwój całego organizmu, ale – nawet uprawiany wyczynowo – charakteryzuje się mniejszą ilością kontuzji niż inne dyscypliny.

– Największy boom na pływanie był w czasach, gdy święciła sukcesy Otylia Jędrzejczak. Za każdym razem, gdy pojawia się Polak, który odnosi sukcesy w jakiejś dyscyplinie, to ciągnie za sobą młodzież, która chce iść w jego ślady. Dzięki dokonaniom Otylii naprawdę podniósł się u nas poziom pływania.

Instruktorka dodaje, że każdego da się nauczyć pływać, nawet osoby starsze, które dotychczas unikały wody. Im wcześniej jednak zechcemy się uczyć, tym lepiej. A po czym da się poznać, czy dziecko ma predyspozycje, by odnosić sukcesy na basenie?

– Pierwsza rzecz to tzw. pływalność. Od razu widać czy dziecko czuje wodę, zachowuje się w niej naturalnie, czy się stresuje i jest spięte – wyjaśnia Aleksandra Karolczak. – Liczą się też fizyczne predyspozycje. Pomocne są długie kończyny, duży zasięg ramion. Takim znakiem, który dobrze wróży przyszłemu pływakowi są duże stopy, bo dzieci, które mają duże stopy często są potem wysokie.