Nigdy się nie poddam!

Dzięki internetowemu dziennikowi chce pokazać innym ludziom, że życie jest piękne, mimo problemów i codziennych trosk. Daje wiarę i siłę, choć ma zaledwie 14 lat i już dwa razy musiała walczyć o życie. Dziś, poddawana chemioterapii, toczy kolejną bitwę.

Z Kamilą Makowską spotkałem się na Oddziale Klinicznym Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej Dzieci i Młodzieży w szpitalu im. A. Jurasza w Bydgoszczy. Jak sama mówi, ma dwa domy – rodzinny i ten na oddziale. Po raz pierwszy trafiła tu mając zaledwie 30 dni życia.

– Miesiąc po urodzeniu stwierdzono u mnie ostrą białaczkę – wspomina Kamila. – Chorobę zwyciężyłam. Po dziesięciu latach moje serce przestało poprawnie pracować. Okazało się, że zachorowałam na kardiomiopatię rozstrzeniową. Wymiotowałam po każdym posiłku. Mimo podjętych przez lekarzy prób leczenia, diagnoza była dramatyczna – musiałam przejść przeszczep serca.

Tego zadania podjęło się Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Kamilę operował dr n. med. Szymon Pawlak wraz z zespołem transplantacyjnym. Nowe serce rozpoczęło pracę 10 maja 2012 roku.

– Gdyby nie doświadczeni lekarze, dziś Kamili by z nami nie było – dodaje Marzena Makowska, mama dziewczynki. – Niestety, rok później u córki zdiagnozowano wirusa po lekach immunosupresyjnych. W osłabionym organizmie stwierdzono obecność chłoniaka.

To właśnie pojawienie się nowotworu zmieniło całkowicie życie Kamili. Pierwszym wpisem na blogu była inwokacja do choroby, w której obiecała, że ją pokona i nigdy się nie podda. Taki sam list dziewczynka wywiesiła na ścianie szpitalnego korytarza, pozytywnie zaskakując lekarzy.

Tak rozpoczęła się przygoda Kamili ze słowem pisanym, który dziś daje motywację wielu młodym pacjentom oraz tysiącom jej czytelników w całej Polsce.

– Chcę uświadomić wszystkim, którzy narzekają na swoje życie, że ono tak naprawdę jest piękne – mówi dziewczynka. – Doceniamy coś, dopiero, kiedy to stracimy. Mój blog ma więc być motywatorem dla innych, ale także dla mnie samej.

Gdy o internetowym dzienniku dowiedziała się Martyna Wojciechowska, od razu opublikowała do niego link na swoim fanpage’u. Teraz mieszkanka gminy Osielsko odnotowuje kilka tysięcy wejść na stronę przy każdym wpisie. Z postawy Kamili dumni są także jej rodzice, choć nie ukrywają, że czasami jest ciężko.

– Ile trzeba mieć siły, żeby dać radę? Nie wiem. – mówi pani Marzena – Wieczorami powtarzam sobie, że nie dam rady. Później siłę znajduję. Bo każdy ma jej tyle, żeby móc się zmierzyć z napotykanymi problemami. Są takie chwile, kiedy się boję. Ale już dwa razy zwyciężyliśmy, dlaczego akurat teraz miałoby się nie udać?

Niedawno Kamila zakwalifikowała się do przeszczepu szpiku kostnego. Jeżeli wszystko się uda, będzie to ostatnia szansa dla dziecka, aby postawić pierwszy krok na drodze do wyzdrowienia. To byłaby także najlepsza okazja, to spełnienia jej marzeń.

– W szpitalu uczę się języka hiszpańskiego – mówi Kamila. – Chciałabym po raz kolejny wyjechać do Hiszpanii. A w przyszłości? Nauczyć się trzech języków obcych – angielskiego, hiszpańskiego i francuskiego tak, by zostać zawodowym tłumaczem.

Największym marzeniem Kamili jest jednak wyzdrowieć. Aby skosztować normalnego, poza szpitalnego życia, dziewczyna w ostatnim czasie wzięła także udział w projekcie jednego z sieci kin w Polsce. Została współbohaterką wystawy „Moja autoterapia”, poświęconej osobom, które walczą z chorobą i się nie poddają.

– Kamila jest dzielną wojowniczką i wspaniałym człowiekiem – opisuje dziewczynę pani Marzena. – Cały czas się uśmiecha. Widać, że jest silna. I tą siłą zaraża nas wszystkich.

Na swoim blogu dziewczyna zamieszcza obserwacje i zdarzenia, z którymi spotyka się na co dzień. Przy jednym ze zdjęć sprzed choroby, gdy Kamila prezentuje swoje piękne długie blond włosy, opisała reakcję ludzi, których spotyka na ulicach.

– Łysa dziewczyna na ulicy jest dla nich jak obca – mówi ze smutkiem. – Często wytykają palcami. Jest mi wstyd za ich reakcję. Dzieci mogą nie zrozumieć, ale dorosły człowiek? To tak, jakbym była potworem. A nie jestem. Jestem normalnym człowiekiem.

Rozmawiałem z Kamilą, gdy dostawała chemioterapię. Na jej szyi wisiały dwa święte medaliki. Układały się na ciele w miejscu, gdzie rozpoczyna się blizna po transplantacji serca.

– Nigdy tych blizn nie będę się wstydziła – dumnie podsumowuje rozmowę Kamila. – Nie będę ich zasłaniać, bo są dla mnie niesamowicie ważne. To znak, że pokonałam chorobę. Ludzie i tak będą się patrzeć. Przeżyłam przeszczep serca, przeżyłam białaczkę, chłoniaka też przeżyję. Nie poddam się i nie przestanę pisać bloga. Chcę motywować innych. Bo życie jest piękne. Trzeba tylko na nie odpowiednio spojrzeć.