Niepełnosprawna mistrzyni w wyniku wypadku samochodowego straciła władzę w kończynach. A jednak gra!

Dorota Bucław swoją przygodę ze sportem dla niepełnosprawnych zaczęła w wieku 16 lat. Nawet po wypadku samochodowym i złamaniu kręgosłupa nie poddała się. Dziś jest mistrzynią Polski w tenisie stołowym i członkinią kadry narodowej. „Ciocia Ty to masz fajnie. Ja jak się dużo nachodzę, to mnie bolą nogi, a Ty sobie możesz zawsze siedzieć” – tak pozytywnych stron doszukuje się jej 8–letnia siostrzenica Kornelia, młodsza Julka jest na etapie wożenia wózka. Pani Dorota siedzieć może prawie zawsze. Jednak woli leżeć. Jak sama mówi, wtedy nie widać, że nie może chodzić.

Sport na kółkach
Jako nastolatka trenowała koszykówkę. Zapowiadała się na dobrą sportsmenkę. W wieku 16 lat doznała kontuzji prawego barku. Diagnoza była jasna: trwała niepełnosprawność. Do powrotu na treningi namówił ją wujek – były maratończyk Ryszard Marczak.

– Powiedział, że chyba nadszedł już czas na to, by wziąć się w garść. Koszykówka została wyeliminowana, ale próbowałam swoich sił w kilku dyscyplinach w bydgoskiej „Astorii”. Jednak poświęciłam się tenisowi – opowiada Dorota Bucław.

W 2000 roku w wyniku wypadku samochodowego doznała urazu kręgosłupa. Była pasażerką. Uderzyła głową w dach malucha. Gorący prąd przeszedł po jej ciele. Obudziła się już bezwładna na łóżku. Przez pierwsze miesiące mogła jedynie poruszać oczami, później dopiero głową. Dzięki intensywnej rehabilitacji udało jej się przesiąść na wózek. Nie ma żadnej chwytności w palcach, ani w dłoniach. Nie czuje nic od obojczyków do palców u stóp.

– Nie chciałam od nowa zaczynać treningów głównie ze względów psychicznych. Tamta gra – gdy skakałam i biegałam dookoła stołu – jest nieporównywalna z staniem w jednym miejscu przy stole – opowiada mistrzyni.

Początkowo trenowała jako reprezentantka Bydgoszczy. Jednak klub nie wywiązywał się z obietnic dotyczących sprzętu sportowego. Dokładnie pamięta zamieszanie związane z igrzyskami z 2012 roku. Stacje brytyjskie komentowały głośno, że własnych telewizji nie przysłała tylko Polska i Pakistan.

– Przez brak transmisji bardzo trudno uzyskać nam sponsorów. Gdyby ich logo pojawiało się w telewizji, to nasze rozmowy wyglądałyby zupełnie inaczej. Mam sponsora w postaci OKT Bydgoszcz. Gdyby znalazło się jeszcze kilka takich firm, miałabym lepsze warunki do trenowania – mówi Dorota Bucław.

Zeszyt z przeciwnikami
Gra specjalnie przygotowaną rakietką. Wkłada rękę w uchwyt dedykowany dla jej wielkości dłoni. To pomaga jej utrzymać rakietkę w wiotkiej ręce, której nie czuje. Dodatkowo obwiązuje ją bandażem, inaczej nie mogłaby grać.

Tytuł mistrzyni Polski w tenisie stołowym w grupie tetraplegików zdobyła w 2008, mimo że do gry wróciła zaledwie rok wcześniej. Tetraplegia to paraliż czterokończynowy, który jest skutkiem uszkodzenia kręgosłupa w odcinku szyjnym. Mimo niedowładu rąk pani Dorota trenuje 3, a nawet 4 razy w tygodniu w soleckim Ośrodku Sportu i Rekreacji.

– Jestem bardzo wdzięczna panu Wawrzyniakowi, który udostępnia mu salę do ćwiczeń a także władzom miasta, które pomagają mi w każdy możliwy sposób. Trenuje ze mną kolega, który siada po drugiej stronie stołu – opowiada mistrzyni.

Operacja „Wyjście”
Każde jej wyjście z domu, musi być zaplanowane. Mimo że posiada schodołaz (sprzęt umożliwiający sprowadzenie jej na wózku z 2. piętra), ufundowany przez Fundację Dum Spiro Spero, wymaga to pomocy osób trzecich. Wyjście do toalety wiąże się z telefonami do sąsiadów i prośbą o pomoc. – Nigdy nie odmawiają mi gdy jestem w potrzebie – dodaje.

Zawsze ma przy sobie telefon. Wjazd do łazienki jest bardzo wąski. Dłonie może umyć siedząc bokiem. Wiele razy spadła z wózka, a nie było akurat nikogo kto mógłby ją, jak sama mówi, pozbierać. Jest pod opieką Ośrodka Wentylacji z Bydgoszczy. Codziennie musi być podłączona do respiratora na 5-7 godzin, by móc swobodnie oddychać.

Teraz do Rio
Przynależy do Fundacji Zielony Liść, w której nie jest anonimowa i nikt nie pobiera od niej dodatkowych opłat. Kiedyś chciała dostać się do popularnej fundacji, jednak zażądano od niej 3 tys. złotych za wzięcie pod swoje skrzydła.

Mówi, że jej wybawieniem jest stawienie sobie wysokich celów. Obecnie zajmuje pierwsze miejsce w światowym rankingu. Kolejny ważny punkt: Paraolimpiada w Rio w 2016 r. i zdobycie medalu. Jednak wcześniej Mistrzostwa Świata, na których będzie musiała walczyć z kobietami sprawniejszymi od siebie.

– Wiem, że to będzie bardzo trudne, ale nie poddam się. Chociaż w sporcie, też trzeba mieć trochę szczęścia – dodaje.