Niebezpieczny przejazd czy nieuwaga kierowców?

Linia kolejowa Bydgoszcz–Gdynia przebiega przez sam środek gminy Dobrcz. Pociągi pędzą tam ponad sto kilometrów na godzinę. Gdy na torach pojawia się samochód, maszynista nie ma szans na wyhamowanie. Mimo opuszczonych rogatek lub włączonych świateł kierowcy próbują jeszcze „zdążyć”. Wkrótce może dojść do tragedii.

Trzebień, rok 2007. Ochotnicza Straż Pożarna w Dobrczu otrzymuje informację o wypadku na przejeździe kolejowym. Samochód osobowy marki Volkswagen Golf zderzył się z pociągiem pospiesznym Bałtyk relacji Gdynia–Poznań. Poszkodowanych zostało dwoje pasażerów samochodu osobowego. Na szczęście nikt nie zginął.

Trzebień, rok 2010. Wypadek kolejowy z udziałem samochodu osobowego. Pociąg osobowy relacji Gdynia-Bydgoszczy uderza w volkswagena vento. Kierujący nim 46-letni Jerzy S. ginie na miejscu. Ruch pociągów w miejscu zdarzenia odbywa się po jednym torze. Przyczyny wypadku bada policja.

Trzebień, 29 października 2015 r. Pod pociąg Arrivy, jadący od strony Grudziądza, wjeżdża samochód marki Audi. Kierowca wychodzi ze zderzenia bez żadnych obrażeń.

Linia kolejowa przez gminę biegnie po linii prostej. Widoczność przy przejeździe jest bardzo dobra.

– Przyczyny ostatniego wypadku są dla mnie zagadkowe – mówi Janusz Frycowski, komendant Ochotniczej Straży Pożarnej w Dobrczu. – Kierowca wjechał na tory i nie mógł z nich wycofać. Prawdopodobnie chciał zdążyć przed pociągiem. Młody mężczyzna prowadzący auto, w momencie zderzenia, był już poza pojazdem. Policja stwierdziła, że samochód wjechał na tory z nadmierną prędkością.

– Widoczność przed przejazdem z obu stron jest bardzo dobra – dodaje komendant. – Nadjeżdżające pociągi są dobrze widoczne. Ponadto wszystkie wymogi bezpieczeństwa są zastosowane.

Interesujący jest fakt, że w 2010 roku na przejeździe w podobnych okolicznościach zginął 47-letni mieszkaniec gminy. Przepuszczając jeden pociąg, wjechał pod nadjeżdżający z drugiej strony kolejny. Aby poprawić bezpieczeństwo przejazdu, w ostatnim czasie pracownicy kolei wymienili w tym miejscu sygnalizację świetlną oraz dodali sygnały dźwiękowe.

– Jeżeli kierowca zastosuje się do znaku stop i zamontowanych sygnalizacji, przejazd ten będzie dla niego bezpieczny – komentuje Ewa Noskoau, sołtys Trzebienia. – Wypadki jednak się zdarzają, bo są to ułamki sekund zamyślenia czy rozkojarzenia. Maszynista nie ma szans na zatrzymanie pędzącego pociągu.

Może to więc kierowcy są nieroztropni? Wszystko na to wskazuje. Ostatnio lokalne media obiegła fotografia samochodu przejeżdżającego przez przejazd kolejowy w Pyszczynie, mimo zamkniętych rogatek. Tam także w ubiegłych latach dochodziło do wypadków. Często młodzi kierowcy, dla sportu, ścigają się z pociągiem. Wygrywa ten, który zdąży przejechać tuż przed maszyną. Maszynista praktykom tym może się tylko biernie przyglądać lub modlić się, aby znów nie doszło do tragedii.

Co nas może uchronić przez niebezpieczeństwami związanymi z przejazdami? Uwaga i jeszcze raz uwaga. Chwila rozkojarzenia może nas kosztować zdrowie, a nawet życie.