Naprawili zdezelowanego „ogórka” i wyruszą w podróż po całej Europie

Mikołaj Zywert, Mateusz Walkowski, Łukasz Falkiewicz i Witek Białkowski tworzą naprawdę zgraną paczkę. Tylko w takim gronie zrodzić mógł się pomysł, by zainwestować wszystkie oszczędności w czterdziestoletniego vana i poświęcić prawie półtora roku na to, by przywrócić mu wygląd i sprawność z czasów świetności. Remont, sam w sobie stanowiący wyzwanie, nie był jednak ich celem. Teraz przyjaciele, chcąc tchnąć w auto drugie życie, planują podróż przez całą Europę.

– Gdy mieliśmy po 17-18 lat, myśleliśmy o tym, by wyruszyć kiedyś w „Eurotrip”, ale wcześniej jednak musieliśmy uniezależnić się finansowo od rodziców – wspomina Mikołaj. Młodzi białobłocianie zaczęli odkładać więc każdy zarobiony grosz, by po paru latach, po zakończeniu studiów, zrealizować w końcu swoje marzenie. – Najpierw chcieliśmy wypożyczyć nowego campera, ale gdy podliczyliśmy koszty wypożyczenia auta i paliwa, które byśmy do niego wlali, stwierdziliśmy, że za te pieniądze można zrobić coś bardziej szalonego.

Ich wybór padł na poczciwego „ogórka”, volkswagena transportera, ikonę podróżowania i pogromcę niezliczonych kilometrów. Jak sami przyznają, upatrzone auto było w tak opłakanym stanie, że do Białych Błot musiało dotrzeć na lawecie.

– Przywieźliśmy je tutaj z Gniezna – mówi Mateusz. – To też ciekawa historia, bo właściciel, od którego je odkupiliśmy, trzy miesiące wcześniej sprowadził auto z Bydgoszczy. Gdybyśmy wcześniej się na to zdecydowali, zaoszczędzilibyśmy trochę wysiłku.

A roboty przy samochodzie było od groma. Na zdjęciach, które chłopaki wykonali przeszło rok temu, rysuje się obraz nędzy i rozpaczy – odpadający lakier, rdza i dziurawe podszybie to dopiero wierzchołek góry lodowej. Lista usterek, z którymi trzeba było się uporać, jest bardzo długa.

– „Ogórek” był wewnątrz bardzo wybrakowany – przyznaje Łukasz. – Już w samej elektryce był taki bałagan, że kierunkowskaz mylił się ze wstecznym. W środku zamontowana została instalacja gazowa, nie wbito jej w dowód; zdemontowaliśmy ją w obawie, by nie wybuchła.

Doprowadzenie wszystkich systemów do porządku trwało prawie półtora roku. Samo przygotowanie dokumentacji filmowej pochłonęło ekipie sporo czasu.

– Mam na komputerze prawie trzysta gigabajtów materiałów z remontu – śmieje się Mikołaj. – Wiadomo – żeby coś złożyć, musieliśmy wpierw nagrać filmik, jak to rozbieramy. A że żaden z nas nie miał wcześniej doświadczenia przy takich pracach, wszystko odbywało się metodą prób i błędów, z przewagą tych drugich.

Koledzy nieraz radzili się rodziny, publikowali zdjęcia „ogóra” na forach internetowych i pytali znajomych, co powinni robić, ale kolosalną część prac wykonali wyłącznie własnymi siłami. Zawodowy blacharz pomógł im jedynie przyspawać nowy przód – w miejsce tego zjedzonego przez rdzę, a silnik wymienili im pracownicy Muzeum Volkswagena w Pępowie. Cała reszta, w tym aż pięćdziesiąt elementów wyciętych i dopasowanych do auta z blachy, jest już wyłącznie autorstwa chłopaków.

– Na każdym kolejnym etapie spotykaliśmy się z problemem, który wydawał nam się niemożliwy do pokonania, a na sam koniec okazywał się błahostką – zdradza Mateusz. – Cięcie blachy, szpachlowanie, „walka” z podwoziem, to była udręka. Dodało nam to pewności siebie i nauczyło, że sytuacje bez wyjścia nie istnieją. Dziś jesteśmy pewni, że nie ma dla nas rzeczy niemożliwych.

Trzeba przyznać, że pojazd robi piorunujące wrażenie. Karoseria lśni jak nowa, silnik pracuje bez zarzutów, a kabina kierowcy dopieszczona jest w najmniejszych szczegółach. Jak mówią chłopaki – to nie koniec prac, bo muszą zamontować z tyłu jeszcze dwie rozsuwane kanapy, na których będą mogli odpoczywać w trakcie dłuższych tras – to właśnie z myślą o nich przystępowali do pracy.

– Chrzest bojowy zrobiliśmy „ogórkowi” na trasie z Trójmiasta do Bydgoszczy. Do końca maja powinniśmy zakończyć już pozostałe prace i wyruszyć w pierwszy trip po Polsce. Przez tydzień zamierzamy zrobić dwa tysiące kilometrów i udowodnić, że w każdym miejscu, w którym się zatrzymamy, jest wiele ciekawych rzeczy do zrobienia – tłumaczą przyjaciele.

Rajd po kraju nie tylko będzie miał na celu wykrycie wszystkich ewentualnych usterek, ale związany też będzie z akcją marketingową, mającą zainteresować „ogórkiem” ewentualnych sponsorów, którzy sfinansowaliby chłopakom upragnioną podróż po całej Europie, a której początek przewidują na przełom lipca i sierpnia.

– Wchodząc w sam projekt, wiedzieliśmy, że wszystkie oszczędności wydamy na remont i nie zostanie nam nic na wyjazd – tłumaczy Mikołaj. – Założyliśmy stowarzyszenie z myślą o osobach i instytucjach, które chciałby nas wesprzeć w zamian za promocję. Na naszej stronie opisujemy szczegółowo, co oferujemy. Na pewno będzie nas widać, bo wakacje, jakie sobie zaplanowaliśmy, będą naprawdę ekstremalne.

Śmiałkowie z Białych Błot mają na swojej wycieczkowej mapie pozaznaczane tory do wakeboardingu, plaże do surfowania, miejsca do skoków na bungee i ze spadochronem. Słowem, wszystko co podnosi adrenalinę.

– W zeszłe wakacje, gdy od rana do nocy, bez względu na dzień tygodnia, grzebaliśmy przy aucie, zazdrościliśmy nieco tym znajomym, którzy właśnie wypoczywali lub robili coś ciekawego. Teraz, gdy prace nad „ogórkiem” już się prawie skończyły, zamierzamy wyszaleć się za cały zeszły rok!