Na karkówkę ze Strzyżawy przyjeżdżają z najdalszych zakątków Polski

O tej potrawie krążą legendy… Gdy raz jej spróbujesz, więcej już nie przejdziesz obok obojętnie. Pierwszy kęs wywołuje mimowolne mruczenie. Drugi jest potwierdzeniem rekomendacji od znajomego. Jan Majerski specjalizuje się w przyrządzaniu mięsa już od 25 lat, z czego kilka ostatnich to absolutna dominacja w menu jednego dania, które trudno wspomnieć bez cieknącej ślinki. Do baru w Strzyżawie regularnie zaglądają robotnicy, docenci, politycy z Torunia i Bydgoszczy. Nikomu nie przeszkadza, że lokal jest w zasadzie zbitą z desek budką.

Na drodze nr 80 trudno o lepszy przystanek. To tu stoi znak wskazujący centrum Polski, a obok niego biały maluch z reklamą Baru Karczek u Janka. 31 km od grodu moncler femme pas cher Kopernika, 18 od siedziby Łuczniczki. Parking przed budynkiem rozciąga się wzdłuż i wszerz nie bez powodu.

– Nasze rekordowe zamówienie obejmowało dwieście porcji karkówki dla zlotu motocyklistów – wspomina Danuta, żona szefa kuchni.

Jest nim Jan Majerski, który zjadł 20 lat życia na obróbce mięsa. Ono nie ma dla niego tajemnic. Bydgoski rzeźnik słynie z wybredności przy jego wyborze. Z 10 kg potrafi odrzucić połowę, jako zupełnie nienadające się do podania. Gdy już jakieś zaakceptuje, przyrządza je według autorskiego przepisu, tak by było niebem w gębie.

– Zdradzić możemy tylko, że tata tnie mięso nie wzdłuż, ale płatami. Potem je opiekamy i dusimy w cebuli – Magda, córka mistrza uchyla rąbka tajemnicy. – Oczywiście, zdaniem taty, tylko on potrafi właściwie przygotować mięso. Między innymi dlatego nie zdecydowaliśmy się na otwarcie dodatkowych punktów. Przyrządzaniem jej moncler femme soldes msieliby się zająć pracownicy, których przecież nie można na okrągło kontrolować, a tatę krew by zalała, gdyby jego karkóweczka straciła na jakości. To klucz do renomy.

Jednak kodeks honorowy Jana Majerskiego na tym się nie kończy. Ten kucharz zwykł dusić mięso, ale nie grosze. Do „końcówki” ceny się nie przywiązuje. Sam też lubi szukać ludzi uczciwych.

– Wpadam tu kiedy tylko jestem na trasie – deklaruje Łukasz, stały klient Baru Karczek u Janka. – Jakiś czas temu wracałem z pracy zmęczony i głodny do granic możliwości. Podszedłem do lady, już miałem płacić, gdy okazało się, że zapomniałem portfela. Myślałem, że nici z uczty, ale pan Jan uraczył mnie mięskiem bez zapłaty. Po paru miesiącach znów byłem w pobliżu, więc zajechałem uregulować dług, ale szef kuchni machnął tylko ręką. Kazał mi „spadać” – jak to na jajcarza przystało.

Każdy kto spróbował karkówki Jana już zawsze będzie ją porównywał z jedzonymi w innych miejscach. W strzyżawskim punkcie gastronomicznym wciąż pojawiają się nowe twarze, czasem bardzo znane. Skuszony obietnicą najlepszego karczka zajrzał tu sam Robert Makłowicz. I się nie zawiódł. Można by zażartować, że w budce Majerskich nawrócą się nawet wegetarianie, ale… to prawda.

– Bar odwiedziły kiedyś trzy młode panie, z czego dwie od dawna negowały jedzenie mięsa – opowiada Jan Majerski, mieszkaniec Brzozy w powiecie bydgoskim. – Wychodzę z założenia, że lepiej robić jedno, ale najlepiej jak to możliwe, dlatego w naszym menu króluje karkóweczka. Jedna z dam wciąż ją zachwalała, aż w końcu przekonała do niej koleżanki. Dziewczyny tak się rozsmakowały, że dzwoniły potem po znajomych. Nie mogły uwierzyć, co przez lata przechodziło im koło nosa!