Mieszkanka wygrywa z wójtem Dąbrowy Chełmińskiej. Jest odwołanie

Za dochodzenie prawdy spotkały ją obelgi i zastraszenia. Dzisiaj okazuje się, że Liliana Durlik może mieć rację, twierdząc, że część zabudowań na terenie remizy OSP w miejscowości Czarże to samowola budowlana. Wójt od decyzji nadzoru budowlanego się odwołuje, a jak to nie pomoże – pójdzie do sądu.

Pierwszy raz sprawę opisaliśmy w czerwcu zeszłego roku. Wtedy bowiem Liliana i Krzysztof Durlikowie powiadomili nas, że dobudowana część remizy (własność gminy), szambo oraz scena plenerowa powstały bez zgody inspektora nadzoru budowlanego.
W nowych pomieszczeniach remizy odbywają się zebrania straży oraz imprezy okolicznościowe organizowane przez wynajmujących obiekt. Urząd ma pozwolenie na rozbudowę, ale pochodzi ono z 1970 roku. Sporna część powstała, gdy wójtem był Zbigniew Łuczak (obecnie wicestarosta).

– Remiza ma służyć mieszkańcom – tłumaczy Radosław Ciechacki, wójt gminy Dąbrowa Chełmińska. – Nie mamy zakazu korzystania z tego obiektu. Widzę tu jedynie przekroczenie pozwolenia na budowę.
Sąsiadujące z OSP małżeństwo widzi to zupełnie inaczej.

– Odkryliśmy to przypadkiem, gdy zabieraliśmy się do prac budowlanych na naszej działce – mówi kobieta. – Może i przymknęlibyśmy oko na te nieścisłości, ale nie w obliczu tego, jakie wątpliwe atrakcje zapewnili nam strażacy.
Durlikowie mają bowiem sporą listę zarzutów wobec mundurowych z OSP. Małżeństwo twierdzi, że na ich działce znalazły się śmieci z remizy i ktoś wylał im za płot zawartość szamba.

– Kiedyś zdewastowali nam ogrodzenie wspólnie z biesiadnikami z wesela organizowanego w remizie i po tym wszystkim udało nam się wymusić budowę betonowego płotu – mówił nam Krzysztof Durlik. – Wójtowi nie wierzymy, bo wiemy, że chciał nas wykurzyć z budynku gospodarczego, który zamieszkiwaliśmy. Kto by pomyślał, że można zrobić to rodzinie z dwójką małych dzieci.

Po naszej pierwsze publikacji Liliana Durlik zaczęła otrzymywać pogróżki i głuche telefony. Gdy odebrała połączenie od zastrzeżonego numeru, usłyszała, że ktoś ją zgwałci. Musiała zmienić numer, a mimo to niepokojące sygnały docierały także na numer telefonu jej kilkuletniej córki.

– Ta sprawa trafiła już na policję – mówi zastraszona kobieta. – Telefonami zajęła się już prokuratura, wnosząc o udostępnienie bilingów od operatora. Pomijam już sprawą kamery zamontowanej na budynku remizy tak, że rejestrowała ona naszą działkę. Bez problemu można było sprawdzić, czy ktoś jest u nas w domu.

Tymczasem wojna administracyjna trwa w najlepsze. Co uchwali powiatowy inspektor, to Durlikowie zaskarżają do instancji wojewódzkiej – twierdzą, że wciąż jest to niezgodne z prawem. Tym samym już kilka miesięcy temu udało im się doprowadzić do rozbiórki sceny plenerowej. Wtedy interweniowali przedstawiciele nadzoru wojewódzkiego, bo ich koledzy z niższej instancji dopuścili się uchybień administracyjnych. W nadzorze budowlanym na decyzje czekają dwie kolejne sprawy. Dotyczą one wspomnianej dobudówki oraz szamba. W przypadku tego ostatniego wójt kolejny raz musiał pogodzić się z porażką w urzędzie powiatowym, gdyż uznano je za samowolę.

– To jest skandal, żeby urzędnicy postanowili o likwidacji zainstalowanych już mediów – oburza się zarządca gminy. – Z szamba korzysta nie tylko straż, ale także biblioteka oraz świetlica. To działania na szkodę mieszkańców. Mam to zabetonować?

Wójt Radosław Ciechacki odwołał się w imieniu gminy do wojewódzkiego inspektoratu kilka dni temu, więc decyzji możemy spodziewać się za ok. miesiąc. Dopiero wtedy ruszy postępowanie dotyczące projektów zamiennych dla dobudowanej części remizy. Jeśli gmina przegra, wójt zapowiedział, że prawdy dochodzić będzie przed sądem.