Mieszkanka Gościeradza liczyła na spokojną starość. Bratanek wraz ze swoją żoną trzymali ją w spiżarce, odcinali prąd i nie dawali jedzenia

Myślała, że najbliższej rodzinie może zaufać. Tymczasem znęcali się nad nią psychicznie, upokarzali i oszukiwali. Jednak to nie oprawcy mają sprawę w sądzie karnym. 93-letnia Stefania Borewiecka jest oskarżona o umyślne zniszczenie dwóch doniczek z siewem turków i piwonii oraz telefonu komórkowego Renaty S., żony swojego bratanka. Pracownicy koronowskiego MGOPS walczą o uniewinnienie staruszki oraz wszczęcie śledztwa przeciwko jej dręczycielom. – Według testamentu mojej 101-letniej matki, gospodarstwo w Gościeradzu, miał przejąć Bogusław, mój bratanek – tłumaczy 93-letnia Stefania Borewiecka, kobieta o pamięci lepszej niż u niejednego nastolatka. – Ale mi przysługiwał dożywotnio jeden pokoik…

W czerwcu zeszłego roku współlokatorzy pani Stefanii siłą przenieśli ją do spiżarni. Pomieszczenie przystosowali do warunków mieszkaniowych. Jednak zimą panował tam chłód. Nie było wentylacji. We wrześniu przez kilka dni kobieta siedziała po ciemku bez wody. W listopadzie br. na dobre odłączyli staruszce instalację wodnokanalizacyjną, elektryczną i centralnego ogrzewania. Wcześniej została o tym uprzedzona przez mecenasa Renaty i Bogusława S. Coraz dobitniej dawali znać, że jest kulą u ich nogi.

– Widzi pan, co mi przyszło na stare lata? – pyta Stefania Borewiecka z trzęsącymi rękoma. – Ta Renata od początku mnie tam nie chciała. To przez nią Bogusław stał się dla mnie taki wredny. Raz zastawiła drzwi do mojej spiżarki ciężkimi donicami. Nie mogłam ja wyjść! Więc je przepchnęłam i dwie się zbiły. Robiła mi zdjęcia telefonem. Miałam miotłę, to ją pacnęłam. Telefon upadł i się zepsuł. Poszła na policję, a policji to ja potrzebowałam proszę pana.

Tu jest cieplutko

Całej sytuacji przyglądali się pracownicy socjalni z MGOPS w Koronowie. Po przeniesieniu staruszki do spiżarki opiekowali się nią. Mieli świadomość, że pani Stefanii przysługuje dożywotnie prawo do zamieszkiwania jednego z pokojów domu w Gościeradzu. Próbowali dotrzeć do aktu notarialnego. Wtedy bezskutecznie. Niedawno potwierdzili swoje informacje.

– Wszystko zaczęło się, gdy w zeszłym roku koronowski MGOPS dostał telefon ze Świecia, że pani Stefania opuszcza szpital psychiatryczny i trzeba się nią zająć – opowiada Anna Malak, opiekunka 93-latki. – Później spędzałam z nią dużo czasu. Wiedziałam, że jest zdrowa psychicznie. Renata i Bogusław wciąż utrudniali nam pracę. Jeszcze zanim pani Stefania przeniosła się do spiżarki, żona jej bratanka zabraniała nam gotować we wspólnej kuchni, a nawet wyprowadzać ją na spacer. To, co działo się już w spiżarce przekraczało wszelkie wyobrażenia.

Stało się jasne, że dla dobra staruszki trzeba ewakuować ją z gospodarstwa w Gościeradzu. MGOPS znalazł dla niej mieszkanie w centrum Koronowa. Jednak przenosiny okazały się kolejną walką z rodziną Stefanii Borewieckiej.

– Pan nie uwierzy, ale gdy 4 listopada przyjechaliśmy ciężarówką po rzeczy naszej podopiecznej, meble musieliśmy targać przez płot – skarży się Patrycja Mele z MGOPS w Koronowie. – Renata i Bogusław ewidentnie nie chcieli u siebie pani Stefanii, a mimo to robili nam pod górkę do samego końca.

Obecnie pani Stefania żyje w przytulnym lokalu niedaleko MGOPS. Opiekunki codziennie gotują jej posiłki i palą w piecu. Strofują staruszkę, żeby nie chodziła bez laski. Ta, uparcie udaje, że zapomina, ale po prostu jej nie lubi.

– Nasza podopieczna mieszka teraz w spokoju, ale wciąż wplątana jest w tę niedorzeczną batalię sądową – wskazuje Anna Malak. – Sąd prowadzi sprawę karną przeciwko 93-letniej kobiecie…Problemem jest, też fakt, że ze środków pani Stefanii na ciężko jest opłacić nowe lokum. Bogusław chce teraz jej powrotu do spiżarki. Wyraził zgodę na podłączenie wody i prądu, ale co z tego jak nie będzie tam ciepło? Poza tym prawnie należy się jej pokój po mamie oraz dostęp do domowej łazienki i kuchni. Pani Stefania i tak ani myśli tam wracać.
Koronowski MGOPS złożył w bydgoskiej prokuraturze wniosek o wszczęcie śledztwa przeciwko Renacie i Bogusławowi S. za znęcanie się nad 93-latką. Pierwsza próba spotkała się z odmową na podstawie braku wystarczającym dowodów. Druga czeka na decyzję. Mecenas pary nie zgodził się na udzielenie nam komentarza. W styczniu odbędzie się kolejna rozprawa przeciwko Stefanii Borewieckiej.

Musiałam wyjść przez okno

Tego dnia Reneta namówiła panią Stefanię na wyjście do nowego lekarza. Na podwórzu czekała karetka. Zawiozła staruszkę do szpitala psychiatrycznego w Świeciu. Po trzech tygodniach opuściła go dzięki interwencji jej prywatnego lekarza. Wiedział, że od lat leczy zdrową psychicznie kobietę.

– Do wariatkowa wysłali mnie po tym, jak pewnej soboty wyszłam z pokoju przez okno – opowiada Stefania Borewiecka. – Oni jedli sobie kolację, a mnie zostawili na głodzie. Zamknęli drzwi od mojego pokoju. Krzyczałam, a oni nic. Więc przystawiłam dwa krzesła pod okno. Weszłam na nie i hop przez parapet. Drzwi głównie, też były pod kluczem, ale nie te od piwnicy. Wyrzuciłam z nich drewno i wślizgnęłam się do środka. Skaleczyłem, ale szłam, dalej w ciemnościach. Nagle w piwnicy pojawił się Bogusław…

***
Dane niektórych osób zostały zmienione.