mec. Łukasz Płaza: To nasze i możemy być z tego dumni

(fot. Łukasz Piecyk)

Prędzej czy później każdy ma z nstyczność i z założenia nie jest to kontakt przyjemny. Służba zdrowia na każdego z nas czeka z otwartymi rękoma, lekko cynicznym uśmiechem i listą absurdów. 

Oczywiście każda przychodząca do władzy ekipa obiecuje gruntowną i niezbędną reformę służby zdrowia, aby nikt nie musiał już stać w kolejkach, każdy miał komfortową izolatkę, a obsługa była uśmiechnięta i uprzejma. Efekty kolejnych rewolucyjnych zmian widać gołym okiem. W rankingach satysfakcji pacjentów w roku 2015 zajęliśmy przedostatnie miejsce. I to tylko dlatego, że Czarnogóra nie udostępniła całości danych. Wyprzedzają nas takie tuzy opieki medycznej jak Rumunia czy Bułgaria. 

Aktualny pomysł ministra zdrowia ma nas cofnąć do centralnego sterowania ochroną zdrowia i rzekomo gwarantować odpowiedni, równy dostęp do opieki medycznej. Każdy wie, że to mrzonka. Za zryczałtowane wynagrodzenie równe lub niższe od dzisiejszego szpital będzie musiał obsłużyć większą ilość pacjentów. To się nie może udać. 

Nasi zawsze dzielni politycy nie potrafią stanąć przed nami i powiedzieć – proszę państwa, służba zdrowia kosztuje i musimy podnieść składki lub wprowadzić częściowe współpłacenie. Czesi we wspomnianym badaniu zajęli 14. lokatę, wyprzedzając wiele krajów Europy Zachodniej. Jaki był ich pomysł na reformę? Policzyli pieniądze i wprowadzili obowiązek dopłacania przez obywateli do usług medycznych. Są to często symboliczne opłaty, z narzuconym limitem. Wystarczyło, żeby zniechęcić hipochondryków do zbędnych wizyt. 

My wolimy nasze autorskie pomysły. Później będzie jak u klasyka komedii: „to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo”. A następnie zrobimy protokół zniszczenia i kolejną reformę. 

Nie po raz pierwszy wyważamy otwarte drzwi.