Łuczniczki z Brzozy z ogólnopolskimi sukcesami

Natalia Hejne, Dominika Szal, Roksana Cięgotura i Magdalena Małkowska to nazwiska dobrze znane w łuczniczym środowisku. Dziewczyny już nie raz udowadniały, że ich strzały zawsze dosięgają celu, a kilka tygodni temu z zawodów w Milówce przywiozły tytuł wicemistrzyń Polski.

– To nie były łatwe zawody, poziom był bardzo wysoki – wspomina Kazimierz Oskwarek, trener UKS „Sokół”. – Jestem dumny z tego, że nasze dziewczęta pokonały bardzo mocną drużynę ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Żywcu. Nie bez znaczenia jest też fakt, że Natalia zdobyła brązowy medal w rywalizacji indywidualnej.

Siedemnastolatka ma najdłuższy łuczniczy staż spośród swoich koleżanek. Trenuje już od dziesiątego roku życia i w międzyczasie została Mistrzynią Polski Młodzików. Niedużo później do klubu dołączyła też Dominika i dziewczyny zaczęły namawiać kolejne koleżanki do próbowania swych sił w łucznictwie. Wieść o klubie rozeszła się po okolicy i tak drużynę zasiliła wpierw Roksana, a później Magda.

– Na początku bardzo się nie lubiłyśmy, nie mogłyśmy na siebie patrzeć – śmieje się Roksana. – Ale teraz nie można nas rozdzielić. Spotkamy się po treningach, zapraszamy na urodziny, razem imprezujemy. Na szczęście uczymy się w różnych liceach, bo żadna szkoła nie wytrzymałaby z naszą czwórką.

Łuczniczkom nie sposób odmówić bowiem temperamentu. Żywiołowe nastolatki, jak pojawiają się na zawodach, witane są zwykle okrzykiem „Brzózki!”, jak ochrzcili je zawodnicy z konkurencyjnych drużyn. Dziewczęta podkreślają, że środowisko łucznicze jest bardzo sympatyczne i nie ma w nim niezdrowej konkurencji, jaka czasem towarzyszy innym sportom.

– Trenerzy pomagają na zawodach nie tylko swoim zawodnikom. Pan Henryk Pater, prezes okręgowy związku, również bardzo nas wspiera. A jego żona, pani Hania, jest dla nas jak druga mama! – cieszą się dziewczęta.

Kazimierz Oskwarek zaznacza, że choć zawodniczki liczyć mogą na olbrzymie wsparcie, rola osób trzecich w tym sporcie jest mocno ograniczona.

– W łucznictwie wszystko zależy od woli walki – tłumaczy trener. – Choć jest to sport drużynowy, jest też bardzo indywidualny, bo każdy zawodnik musi sobie radzić samemu. Każdy ma swój łuk i swój cel, i nikt za nas w niego nie trafi. Łucznictwo uczy więc samodzielności i dyscypliny. Patrząc po dziewczynach widzę, jak bardzo się rozwinęły od kiedy zaczęły trenować.

A treningi wcale nie są łatwe. Każda z dziewczyn ma indywidualnie dobrany łuk i strzały, ale naciągnąć cięciwę to nie taka prosta sprawa. Strzelanie wymaga krzepy, której drobnym nastolatkom pozazdrościć mógłby niejeden dorosły mężczyzna.

– Mamy w domu gumy treningowe do rozciągania, kiedyś chodziłyśmy na basen, a jak wyjeżdżałyśmy na zawody, obowiązkowa była też siłownia, gdzie trzeba było dźwignąć dziesięć ton! – wylicza Dominika.

Brzózkom daleko do kulturystek, ale jak przyznają same dziewczyny, wysiłek fizyczny daje im się we znaki.

– Po treningach trzeba naciągać drugą rękę, bo kaptur rośnie nierównomiernie i jedno ramię robi się szersze od drugiego – tłumaczy Natalia.

W łucznictwie od siły zdecydowanie ważniejsza jest jednak koncentracja. Trzeba nauczyć się zachowywać spokój, bo zestresowanemu zawodnikowi trzęsą się ręce, a wtedy nietrudno o pudło. Zmorą łuczniczek jest także wiatr.

– W hali trenuje się nam dużo łatwiej niż na dworze – mówi Roksana. – Co ciekawe, wiele osób myśli, że gorzej strzela się w deszczu niż na wietrze. Może dlatego, że nie lubią moknąć?

Treningi pod gołym niebem są trudniejsze nie tylko ze względu na warunki atmosferyczne. Na dworze ćwiczy się bowiem strzelanie z większych odległości. Dziewczyny uczą się celować w tarcze nawet z siedemdziesięciu metrów.

– Treningi wcale nie wyglądają tak, że ciągle wykonujemy dokładnie ten sam ruch – zaznacza Magda. – Za każdym razem wychodzi to inaczej, a chciałybyśmy, by było tak samo. Dlatego trzeba ćwiczyć, by nauczyć się przybierać zawsze tę samą pozycję.

Trener dziewczyn podkreśla natomiast, że w łucznictwie dobre wyniki osiągnie tylko inteligentny zawodnik.

– Po stopniach w szkole i zachowaniu można przewidywać, jaki będzie z niego materiał na sportowca – mówi Kazimierz Oskwarek. – Obserwując postawę ucznia przez około pięć treningów mogę już stwierdzić, jaka czeka go przyszłość. Z dziewczynami pracuję już tak długo, że mam pewność, że są świetne.