Kubuś ze Strzelec Górnych w ciągu czterech lat miał trzydzieści złamań

Osteogenesis imperfecta (wrodzona łamliwość kości) jest chorobą rzadką. W dużym mieście, jakim niewątpliwie jest Bydgoszcz, nie ma specjalistów umiejących pomóc chorym na to schorzenie. A kości łamią się tak często. Koszty leczenia są niebagatelne. Pomóżmy Kubusiowi Lisikowi stanąć na własne nóżki.

Mieszkają w skromnym domu w Strzelcach Górnych. Trójkę dzieci muszą utrzymać z zasiłku i nieprzynoszącej kroci pracy głowy rodziny. Maluchy nie chodzą głodne, ale leczenie 4-letniego Kubusia rujnuje budżet rodziny Lisików. Pieniądze nie są jednak najważniejsze. Byleby chłopiec mógł normalnie chodzić. W końcu chce być żołnierzem.

– Nie znaliśmy tej choroby wcześniej – mówi Mariusz Lisik, tata chorego chłopca. – Przychodząc na świat dostał maksymalną notę – 10 punktów. Od szpitala do szpitala wozili go jednak już dwa tygodnie później. Nikt nie umiał postawić diagnozy. Złamana kość udowa była szokiem. Rozpoznanie choroby jeszcze większym.

Wtedy zaczęły się problemu rodziny z gminy Dobrcz. Szpital zawiadomił ośrodek pomocy społecznej. Wywiad środowiskowy był bardzo wnikliwy. Możliwe, że do dziś niektórzy sąsiedzi nie wierzą w to, że Kubuś jest chory. Przecież kości się tak łatwo nie łamią. Muszą go bić.

– Przeżyliśmy wielomiesięczną traumę – mówi Awdrianna Lisik, matka Kubusia. – Było nam wstyd, że coś takiego mógł ktokolwiek pomyśleć. Szokiem były również reakcje

bydgoskich lekarzy. Jedna genetyk stwierdziła wprost, że nie wie nawet, po co my do niej przyszliśmy. W „Juraszu” stosowali leczenie objawowe. Jak było złamanie, to musiał być i gips. Dopiero w Poznaniu znaleźliśmy fachową pomoc. Lekarze z tamtejszej kliniki znają się na rzeczy. Proponowali nawet przeprowadzkę, bo często musimy podróżować. Nie mamy jednak samochodu. Mąż do pracy do Bydgoszczy jeździ autobusem. Do stolicy Wielkopolski jeździmy pociągiem.

Rodzice nie poddają się. Bodźcem do dalszej walki było wydarzenie z ubiegłego roku. Kubuś po raz pierwszy stanął na nogach o własnych siłach. Przy brzozie, w lesie. Modliłem się tylko, żeby znów nic nie strzeliło. Przeżyliśmy już 30 złamań. Czasem zdarzało się to nawet we śnie. Ręce dziecka są zdrowe, więc problemem pozostają kończyny dolne. Większość złamań dotyczyła nóg.

– Z zakładaniem gipsu mieliśmy również ogromne przeboje – opowiada matka chłopca. – Czasami pomylono, która nóżka jest złamana. Nożyczki też szły wiele razy w ruch. Przecież chłopiec musi jakoś sikać i robić kupkę.

Wojskowa czapka jest nieodłącznym atrybutem stroju 4-latka. Chłopiec nie rozumie, że nie będzie mógł być żołnierzem. Najważniejsze jednak, że ma marzenia. Do „w miarę” normalnego funkcjonowania przybliżają go kolejne operacje.

Starszy o rok brat chłopca rozumie już wiele rzeczy. Wielokrotnie mówił rodzicom, że najpiękniejszy prezent, który mógłby dostać, to możliwość pobiegania razem z Kubą po podwórku. Rodzice opowiadając o tej scenie nie umieją powstrzymać łez. Chory na wrodzoną łamliwość kości chłopiec jest bardzo pogodny. Po dywanie przemieszcza się bardzo szybko, jakby się czołgał.

– Od ostatniego złamania minęło już kilka miesięcy – opowiada Mariusz Lisik. – Znacznie pomogło wszczepienie prętów teleskopowych w kości śródszpikowe uda. Medycyna tak mocno poszła do przodu, ze rosną one razem z pacjentem. Ich wytrzymałość sięga nawet dekady. Bez nich na pewno nie stanąłby nigdy sam na swoich nóżkach. Cztery dni temu Kubuś przeszedł operację wszczepienia takich prętów w kości podudzia. Dwa kosztują ponad 17 tysięcy złotych.

Ludzi dobrej woli nie brakowało. W akcję pomocy włączyła się lokalna społeczność, mieszkańcy Bydgoszczy, jak również Caritas Diecezji Bydgoskiej. Same operacje to jednak nie wszystko. 4-latek musi stale przyjmować leki, być rehabilitowany i jeździć do wielkopolskiej kliniki. Dla rodziny Lisików każda pomoc się liczy.

Wszyscy, którzy chcą pomóc Kubusiowi Lisikowi w stanięciu na własne nogi, mogą przekazać 1% podatku na rzecz Caritas Diecezji Bydgoskiej KRS 0002754681 z dopiskiem „Na leczenie Jakuba Lisika”. Można również skontaktować się z ojcem chłopca pod numerem telefonu 727 533 141, żeby dowiedzieć się, jak pomóc najefektywniej. Za wszystkie akty dobrej woli w imieniu rodziców chłopca: serdecznie dziękujemy.