Jak Pawlak z Kargulem. O co kłócą się podbydgoskie wsie?

O tym, że Bydgoszcz nie lubi się z Toruniem, wiedzą wszyscy jak Polska długa i szeroka. W powiecie nie brakuje jednak mniejszych miejscowości, które toczą ze sobą równie zażarte spory.

Mieszkańców Nowej Wsi Wielkiej zatarg między Bydgoszczą i Toruniem specjalnie nie interesuje, mają w końcu znacznie bliższego wroga. Niecałe dziesięć kilometrów od centrum gminy wyrosła im Brzoza, druga co do wielkości wieś w okolicy. I choć mieszkańców obu ośrodków więcej łączy niż dzieli, nie mogą znieść swojego sąsiedztwa.

– Są to wioski o podobnej wielkości i każda chce być tą dominującą – przyznaje Bartosz Murawa z podbydgoskiej Brzozy. Początków konfliktu jednak nie pamięta. – Rywalizacja była od zawsze, głównie w sporcie, a to przekładało się na inne sfery życia. Poza tym, zawsze kłóciliśmy się o kasę i o władzę. W gminie wszyscy płacą równe podatki, ale inwestuje się głównie tam gdzie się rządzi, czyli w tym przypadku w Nowej Wsi Wielkiej.

Sportowy aspekt sąsiedzkich zatargów dobrze jest znany Eugeniuszowi Górce, prezesowi GLKS „Burza”. Przez lata normą było, że gdy piłkarze z Nowej Wsi Wielkiej ścierali się z tymi z Brzozy, to z trybun sypały się złośliwe komentarze. Ba, nie raz się zdarzyło, że jeden kibic przyłożył drugiemu po meczu, a i ustawki nie należały do rzadkości.

– Bójki były i nadal się zdarzają, choć na szczęście jest ich mniej niż jeszcze parę lat temu – wzdycha prezes klubu. – Mecze z Brzozą wciąż jednak budzą wiele emocji. Pojawia się na nich zawsze dwa razy więcej kibiców niż na innych spotkaniach.

Zazdrość i pieniądze

Rywalizacja, nie tylko na boisku, miała być przed laty również zarzewiem sporów między Teresinem a Michalinem. Choć dziś już o zatargach w gminie Sicienko się nie opowiada, starsi mieszkańcy pamiętają jeszcze, jak docinało się swoim sąsiadom.

– Kiedy byłem młodym chłopakiem wszyscy czekali u nas na konkursy dożynkowe. Każda wieś chciała za wszelką cenę udowodnić, że jest najlepsza i z tego powodu często sobie dogryzaliśmy – wspomina Bartłomiej, były mieszkaniec Teresina. Początków tej rywalizacji doszukuje się w różnicach między miejscowościami. – Jedna wieś składała się z prywatnych działek, druga z PGR-u. W jednej był sklep, boisko czy straż pożarna, w drugiej nie. Zawsze był jakiś powód do zazdrości. No, ale to było już kupę lat temu i wiele się od tamtych czasów zmieniło.

Całkiem świeży spór toczą natomiast ze sobą Reptowo i Nowy Dwór. Dwie wsie z Dąbrowy Chełmińskiej pokłóciły się tak bardzo, że radni zaczęli rozważać rozdzielenie ich na dwa sołectwa. Powód? Mieszkańcy Reptowa uważają, że większy sąsiad rozwija się ich kosztem. Czarę goryczy przelał remont drogi w Nowym Dworze, który pochłonął wszystkie środki z funduszu sołeckiego. Samorządowcy mają nadzieję, że uniezależnienie miejscowości od siebie zakończy nieporozumienia.

Skąd się biorą spory?

– Biorąc pod uwagę rachunek prawdopodobieństwa, szansa konfliktu zawsze jest większa pomiędzy osobami, które mieszkają bliżej niż dalej, a więc spotykają się częściej niż rzadziej – tłumaczy dr Michał Cichoracki, socjolog UKW i WSG. – Im lepiej kogoś znamy i częściej się widujemy, tym większe prawdopodobieństwo, że dojdzie pomiędzy nami do sprzeczki. Dlaczego Bydgoszcz nie kłóci się z Lublinem? Właśnie dlatego, że nic tych miast nie łączy, a do Torunia mamy tylko kawałek. Tak jest też z mniejszymi miejscowościami.

Ale dlaczego w takim razie się kłócimy, zamiast współpracować? Zdaniem socjologa wynika to z potrzeby zdefiniowania własnej tożsamości i znalezienia ujścia dla negatywnych emocji.

– Tożsamość określamy na zasadzie kontrastu z otoczeniem. Jesteśmy kimś nie dlatego, że kimś jesteśmy, tylko dlatego, że nie jesteśmy kimś innym. Wyszukujemy więc wrogów, by zdefiniować siebie i grupę, do której należymy. Poza tym, zawsze musi znaleźć się ktoś, na kim będziemy mogli wyładowywać swoje frustracje. Większość ludzi nie jest zadowolona z tego jak żyje i szuka osób, które może o to oskarżyć. Czasem wrogiem jest ktoś realny, czasem zmyślona grupa, ale problemu nigdy nie szukamy u siebie. Winny zawsze jest sąsiad.