Gmina Dobrcz: kuszek już się nie spotyka

Pan Grzegorz Słowiński ze Złej Wsi w gminie Dobrcz ule buduje od kilkunastu lat. Prawie dwieście tysięcy pszczół mieszka w sześćdziesięciu własnoręcznie skonstruowanych domkach. Miejsce to wypełnia roznoszący się wokół niesamowity zapach miodu.

Ze skarpy znajdującej się w Dolinie Dolnej Wisły rozpościera się przepiękny widok na rzekę. W tle słychać ciche brzęczenie i bzyczenie. Kilkaset metrów od koryta Wisły zauważyć można rzędy pszczelich domków. Słomiane ule wykonywane przez pana Grzegorza kryją w swoich wnętrzach tysiące małych owadów, każdego dnia produkujących miód.

– Słoma idealnie sprawdza się w sąsiedztwie wielkiej rzeki – mówi Grzegorz Słowiński, właściciel pasieki. – Ten naturalny materiał odporny jest na wilgoć. Jest także o wiele tańszy niż drewno. Ciężko dziś jednak znaleźć dobrej jakości słomę.

Aby pszczoły były zdrowe i mogły wydatnie pracować, ule muszą być suche. Ważna jest także odpowiednia wentylacja, gdyż owady w budowli są zarówno latem, jak i zimą. Gdyby powietrze zaczęło się w ulu skraplać, zimą zamarzłoby. Pszczoły zaś nie dożyłyby wiosny.

Przygoda pana Grzegorza z owadami rozpoczęła się w wieku dziesięciu lat, kiedy dostał pszczeli rój na urodziny.

– Pszczelarską naukę pobierałem od swojego mistrza – Edwarda Bogdańskiego – dodaje mężczyzna. – To właśnie po nim przejąłem sto dwadzieścia uli. Dziś mam ich sześćdziesiąt.

A wszystkie skonstruowane zostały własnoręcznie. Aby zebrać materiał potrzebny do ich budowy, pan Grzegorz własnoręcznie wybiera i ścina kosą słomę. Następnie ją wyczesuje, obiera kłosy i prasuje. Na koniec zaś ją szyje.

– Najlepsza słoma nadaje się na kuszki – ule, które w pasiekach stosowane były prawie wiek temu – zaznacza pszczelarz. – To właśnie od nich zaczynałem swoją przygodę z pszczołami. Choć miód, którego jest tam dwa razy mniej, niż w normalnym ulu, trzeba wyciskać ręcznie, prasą przez sito, nie chciałbym zamienić kuszek na nic innego.

Jak zaznacza pszczelarz, do tej pracy potrzeba wiele chęci i miłości. Każdego roku pan Grzegorz tworzy nowe ule i odnawia stare. Tak, by pszczoły czuły się u niego dobrze, by wytwarzały najlepszy miód w regionie.