Gdański sąd podtrzymał wyrok dożywocia dla podpalacza żony z Koronowa

Fot. materiały archiwalne Poza Bydgoszcz

Gdański Sąd Apelacyjny utrzymał wyrok dożywotniego pozbawienia wolności dla Marcina Ch., mieszkańca Koronowa, który w marcu 2015 roku podpalił swoją żonę. Skazany odwołał się od wyroku bydgoskiego sądu, tłumacząc, że był to nieszczęśliwy wypadek.

O całej sprawie pisaliśmy kilkakrotnie. Na łamach Poza Bydgoszcz mogliście także przeczytać relację z bydgoskiego procesu Marcina Ch., autorstwa Joanny Koszczki:

Ruszył proces Marcina Ch. z Koronowa, oskarżonego o podpalenie żony. Nie przyznał się do winy. Uważa, że feralne zdarzenie jest dziełem przypadku. Za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem oskarżonemu grozi dożywocie.

Po niespełna roku na sali rozpraw w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy pojawił się oskarżony Marcin Ch. z Koronowa. Decyzją biegłych został uznany za poczytalnego w chwili popełniania czynu i może za niego w pełni odpowiadać. Zgodził się złożyć zeznania, które znacznie różnią się od wcześniejszych wyjaśnień. Oskarżony nie przyznał się do winy. Uważa, że po zaraz po zdarzeniu był pod wpływem szoku, dlatego twierdził, że podpalił żonę. Wszystko miało być nieszczęśliwym zrządzeniem losu. Obrońca na początku rozprawy złożył wniosek o utajnienie rozprawy ze względu na dobro małoletnich dzieci oskarżonego. Sąd nie przychylił się do wniosku.

Marcin Ch. podczas składania zeznań starał się przekonać sąd, że to żona chciała oblać go substancją łatwopalną. Do zdarzenia miało dojść pod wpływem kłótni. Mężczyzna miał powiedzieć żonie, że chce, aby wyprowadziła się z domu, który należy do jego matki. Po czym doszło pomiędzy małżonkami do szarpaniny.

– W pewnym momencie żona podchodzi do mnie z bańką – relacjonował w sądzie oskarżony. – Chciała mnie tym oblać. Zaczęliśmy się szamotać. Dużo rozpuszczalnika się porozlewało na podłogę. Ona chwyciła mnie za szyję. Przewróciliśmy się, po czym przeszła fala ognia.

Mężczyzna nie umiał wyjaśnić, skąd pochodził płomień. Tłumaczył, że uratowało go to, że podpierał się ręką o ścianę. W związku z tym, że kobieta leżała na podłodze w miejscu, gdzie rozlany był rozpuszczalnik, w jednej chwili jej ciało zajęło się ogniem. Oskarżony twierdził, że chwilę po zdarzeniu wołał żonę, ale ta wybiegła z kotłowni. Postanowił więc ugasić ogień, wywietrzyć pomieszczenie i przebrać się. Poszedł do domu, gdzie zażył ok. trzech-czterech gram metafetaminy – substancji odurzającej. Chciał się w ten sposób uspokoić. Przed sądem przyznał, że zdarzało mu się wcześniej brać substancje odurzające, jednak uważa, że korzystał jedynie z tych dostępnych legalnie na rynku. Nie był w stanie sam wezwać pomocy, dlatego poszedł obudzić córkę, aby zadzwoniła na policję i pogotowie. Po ich przyjeździe na pytanie o przyczynę swojego postępku, odpowiedział: „bo to zła kobieta była”. Przyznał się wtedy do podpalenia żony.

Małgorzata Krzyżanowska z Prokuratury Rejonowej w Bydgoszczy przed sądem przedstawiła następującą argumentację czynu Marcina Ch.: – Działając ze szczególnym okrucieństwem, z zamiarem bezpośredniego pozbawienia życia swojej żony Natalii Ch., dokonał jej zabójstwa w ten sposób, że oblał ją płynem łatwopalnym, rozpuszczalnikiem, a następnie ją podpalił. W skutek czego Natalia Ch. doznała obrażeń ciała w postaci rozległych obrażeń termicznych. W następstwie doznanego wstrząsu pooparzeniowego i ciężkiego stanu ogólnego po doznanych obrażeniach termicznych zmarła w dniu 8 kwietnia 2015 roku.

Podczas sprawy wyszło na jaw, że w małżeństwie nie układało się już od kilku lat. Para często się kłóciła, kilka miesięcy przebywała w separacji i zamieszkiwała oddzielnie. Kobieta złożyła wniosek do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej o przydzielenie mieszkania socjalnego. Miesiąc przed zdarzeniem małżonkowie mieli się pogodzić.

Powodem porannej kłótni miało być podejrzenie zdrady. Na rozprawie oskarżony wyjaśniał, że podejrzewał żonę o przyprowadzanie do domu kochanka oraz podawanie na ten czas dzieciom leków nasennych. Dowodem na to miały być pokruszone tabletki, które Marcin Ch. znalazł w domu w przeddzień zbrodni.

Przypominamy, że do zdarzenia doszło 28 marca 2015 roku w godzinach porannych. Kobieta została przewieziona do Zachodniopomorskiego Centrum Leczenia Ciężkich Oparzeń w Gryficach. Stwierdzono u niej ciężkie poparzenia ponad sześćdziesięciu procent ciała. Po kilkunastu dniach zmarła. Osierociła dwoje dzieci: jedenastoletnią córkę i pięcioletniego syna.

Marcin Ch. Był już wcześniej karany za posiadanie narkotyków i handel nimi. Przebywał pięć miesięcy w areszcie oraz otrzymał karę trzech i pół roku w zawieszeniu.

Kolejne rozprawy z udziałem Marcina Ch. odbędą się na początku marca. Oskarżonemu grozi kara dożywocia.