Dziki rządzą w Okolu

Groźnie robi się po zmierzchu. Gdy na wiejskiej drodze pojawia się wataha dzików, mieszkańcy wolą nie wychodzić z domów, a psy przy budach ujadają jak wściekłe. Dzikie świnie nie boją się światła latarek, reagują jedynie na eksplozję petard.
Okole to wieś w Dolinie Brdy, na skarpie wiodącej do starorzecza tej rzeki, naprzeciw Koronowa. Nie ma tu lasu, są pola i nadrzeczne chaszcze. Malowniczą okolicę upodobały sobie dziki. Problem narasta od dwóch lat.

– To przestaje być śmieszne – zapewnia Marek Nowicki. – Wszyscy, jak tu mieszkamy, słyszymy, oczywiście, że w Polsce dzików przybywa. Sam, będąc w jednym z nadmorskich kurortów, spotkałem dziki praktycznie oswojone z ludźmi, które podchodziły do turystów i jadły z ręki. Te nasze wydają się jednak mniej przyjazne.

Przekonali się o tym sąsiedzi pana Marka, którzy jakiś czas temu w popłochu uciekali przed szarżującymi zwierzętami. Twierdzą, że zostali zaatakowani, gdy robili wycinkę drzew nad samą rzeką. Dziki nie chciały się zaprzyjaźnić.

O dzikach mówią tu chyba wszyscy. Każdy je przynajmniej widział, jeśli nie spotkał się z nimi oko w oko. Najbezpieczniejszym sposobem poruszania się po zmroku jest korzystanie z samochodów. Nawet do sąsiada lepiej podjechać niż iść w nocy pieszo. Sąsiedzi nieposiadający auta proszą o przysługę sąsiadów.

– Ja czasem żonę odprowadzam na autobus – mówi Marek Nowicki. – Ale wtedy mam nie tylko latarkę czołową, ale i drugą solidną w garści. A jak potężne basiory z kłami podchodzą zbyt blisko – rzucam petardę. Huk na chwilę je płoszy, ale po chwili wracają.

O zwiększonej populacji dzików w Polsce mówi się od dawna. Przyczyną mają być cieplejsze zimy, a przez to lepsze warunki do życia tych zwierząt. Dziki pojawiają się w miastach. Ale tu, w Okolu, wszystko wskazuje na to, że dziki zaczynają brać górę nad mieszkańcami.

– Polowanie w tym miejscu nie wchodzi raczej w rachubę – zauważa Jerzy Michalski z wydziału rolnictwa Urzędu Miasta i Gminy w Koronowie. – Zbyt blisko zabudowań. Porozmawiamy o tym problemie z leśnikami.

W Nadleśnictwie Różanna, któremu dany teren podlega, spotykamy zastępcę nadleśniczego, Zdzisława Busse. Tak się składa, że jest on prezesem koła łowieckiego „Sokół” operującego właśnie w okolicach Okola.

– Dziki nie atakują. Proszę mi wierzyć. Nawet gdy są z młodymi. Chyba że młodym niechcący zrobi się krzywdę, na przykład nadepnie – uspokaja leśnik. – Huku te zwierzęta też się nie boją. W naturze słyszą huk wyładowań atmosferycznych i coraz więcej dźwięków cywilizacji, więc oswajają się z nimi.

Jego zdaniem dzik w naturze omija człowieka szerokim łukiem. Boi się go podobnie jak wilk. Dziki podchodzące blisko ludzi mogły być, jego zdaniem, kiedyś dokarmiane. Być może mają dostęp do śmietników, z których lubią wyżerać wszelkie odpadki spożywcze.

– Plany łowieckie dla naszego obwodu obejmują odstrzał sześćdziesięciu dzików w tym roku. Padło już czterdzieści zwierząt – dodaje. – Nie zmniejsza to populacji, bo maciory mają od pięciu do dziesięciu prosiaków w miocie. Prowadzimy odstrzał, bo dziki czynią szkody. Ale nie atakują, proszę się nie obawiać. Jeśli w Okolu faktycznie ludzie zaczynają się bać, postaramy się coś zrobić w tej sprawie. Odstrzał możemy prowadzić w odległości nie mniejszej niż sto metrów od zabudowań, po stuprocentowym rozpoznaniu celu. Tam są takie możliwości, gdy prowadzi się nagonkę od strony chałup.

Wszystko więc wskazuje na to, że Okole i jego okolice czeka w tym roku jeszcze kilka polowań. Dziki nie mają szans. Człowiek zrobi to, co potrafi najlepiej – zastosuje zabijanie, doraźny lek na lęk.