Czy z cinquecento można zrobić demona szos? Dowód w Łochowicach

Mieszkańcy Białych Błot wiedzą, że gdy szosą mknie zielono – białe cinquecento, nie ma co się z nim ścigać. Za kierownicą siedzi bowiem Michał Kauczor, rajdowiec – amator, a pod maską niewielkiego samochodu kryje się mocny silnik.
Jacek Kociszewski, prezes Automobilklubu Bydgoskiego, zapytany o to, którego z członków klubu nazwałby prawdziwym motomaniakiem, bez wahania wskazuje Michała Kauczora. Mieszkaniec Łochowic od lat bierze udział w amatorskich rajdach samochodowych, niejednokrotnie przywożąc z nich trofea. Odpowiedź na pytanie, jakim autem startuje w zawodach, z początku zaskakuje – fiatem cinquecento!

– Trochę je przerobiłem – wyjaśnia szybko rajdowiec. – Seryjnie moc wynosiła około 40 koni mechanicznych. Teraz ma ich ponad 105. Zamontowany został silnik z fiata punto, sześciobiegowa skrzynia, obniżone i utwardzone zawieszenie, mocniejsze hamulce, sportowe fotele i pasy oraz klatka bezpieczeństwa. Auto przyspiesza do pierwszej setki w czasie poniżej 8 sekund, a prędkość maksymalna to blisko 200 km/h. Przez ostatnie trzy lata wziąłem w nim udział w przeszło dwudziestu zawodach. Jak dotąd wszystkie udało się ukończyć bez defektów samochodu i do tego w czołówce stawki w swojej klasie pojemnościowej.

Michał Kauczor w auto kupione za 900 złotych zainwestował w sumie ponad 20 tysięcy. Jak mówi, za te pieniądze mógłby już mieć Subaru, ale by startować nim w rajdach, musiałby włożyć co najmniej drugie tyle. O wyborze samochodu zadecydowały więc względy ekonomiczne.

– Bieżące serwisowanie i naprawy jakiegokolwiek innego, mocniejszego pojazdu kosztowałoby mnie kilka razy więcej. Części do fiata są tanie i gdy coś się zepsuje, nie muszę wydawać od razu kilkuset złotych. Poza tym, przy jeździe sportowej cinquecento pali około dwudziestu litrów. Inny samochód paliłby i pięćdziesiąt.

Do fiata żartobliwie nazywanego „cieniasem” motomaniak z Łochowic ma poza tym sentyment. Cinquecento było jego pierwszym własnym samochodem. Od tamtego czasu przez jego garaż przewinęło się jeszcze kilka innych modeli.

– Pierwszy samochód kupiłem w 1997 roku – wspomina Michał. – Rok później, 14 lutego, spróbowałem swych sił w pierwszym rajdzie – KJS w Bydgoszczy. W sezonie 2002 wygrałem cykl Wyścigi na Dochodzenie w klasie do 1600 cm3 organizowanych przez Automobilklub Bydgoski. Jeździłem wówczas zwykłym, cywilnym daewoo lanosem. Zaczął się jednak psuć, na co nie mogłem sobie pozwolić, ponieważ korzystałem z niego na co dzień. Zastanawiałem się jeszcze nad kupnem rajdowego „malucha”, ale uznałem, że 40 koni mechanicznych to jednak nie zabawa i zrobiłem sobie dłuższą przerwę w startach.

Dopiero w 2012 roku, już z podrasowanym cinquecento, amator szybkiej jazdy wrócił do udziału w zawodach i od razu wygrał cały cykl Bydgoski Mistrz Kierownicy w klasie do 1800 cm3. W sezonie 2012/2013 powtórzył swój sukces, a 15 czerwca po raz kolejny zajął pierwsze miejsce w klasyfikacji ogólnej BMK 2013/2014 w klasie 1400 cm3.

– 5 lipca zapraszam z kolei na kolejną rundę imprezy pod nazwą Mini KJS Łochowskie Szutry Blachocar Cup – zapowiada Michał Kauczor.

Łochowiczanin od niedawna sam organizuje zawody dla miłośników szutrowej jazdy. Razem z Ryszardem Cyrankowskim, członkiem Zarządu Automobilklubu Bydgoskiego, już po raz szósty zaprosi rajdowców z regionu na zawody odbywające się na dwóch specjalnie utworzonych odcinkach szutrowych o długości ponad 1500 metrów każdy. W zawodach mogą startować wszyscy zmotoryzowani dysponujący samochodem i prawem jazdy. Nie jest wymagana licencja – trzeba jedynie startować w kaskach. Wszelkie informacje o zawodach można znaleźć na facebookowym profilu Łochowskich Szutrów.

Organizator zabawy dodaje, że o ile starty w zawodach specjalnie z niczym mu nie kolidują, przygotowanie takiej imprezy wymaga już od 3 do 5 dni wolnego, by „podopinać” wszystkie sprawy.

– Z pracy jestem w stanie się urwać, ale staram się nie nadużywać cierpliwości żony, która choć mi kibicuje, wolałaby jednak, bym był w tym czasie w domu. Dlatego dawkuję sobie starty w zawodach. Kiedyś jeździłem również jako pilot rajdowy i niedawno dostałem propozycję, by wrócić na cały sezon, ale odmówiłem – nie chcę zaniedbywać rodziny.

Michał Kauczor ma dwoje dzieci: dwuletnią córkę i trzyipółletniego syna. Chłopiec już dziś śmiga po podwórku elektrycznym samochodzikiem i chętnie jeździ kibicować tacie podczas zawodów. Rajdowiec zapowiada, że jeśli syn będzie chciał pójść w jego ślady, zrobi wszystko, by mu to umożliwić.