„Czy trzeba tragedii, żeby ktoś zainteresował się bezpieczeństwem naszych dzieci?”

Redakcja Poza Bydgoszcz została zaalarmowana przez mieszkańców Sicienka. Po wakacjach znów będą oni przeżywali traumę. Ruch drogowy obok Zespołu Szkół przysporzył niejednej matce siwych włosów. Z pozoru sytuacja nie wygląda na dramatyczną. Szkoła znajduje się na ulicy Bydgoskiej 8. Obok niej jest ograniczenie prędkości do 40 na godzinę. Z drugiej strony budynek okala ulica Dąbrowiecka, przy której jest kilka miejsc parkingowych.

– Teraz pan nie zobaczy grozy sytuacji, bo są wakacje – mówi Renata Kowalczyk, mieszkanka wsi. – Za dwa tygodnie, gdy na dobre ruszy rok szkolny i ponad 300 dzieci będzie musiało codziennie przemierzyć trasę do szkoły zacznie się dramat. Z górki od strony Wojnowa wszyscy lecą na złamanie karku. Dzieci nie mają nawet w tej części przejścia dla pieszych. Ograniczenie prędkości jest przez wielu ignorowane.

Sprawdziliśmy. Rzeczywiście przy szkole nie ma żadnych progów spowalniających, ani szczególnych oznaczeń, które miałyby chronić dzieci.

– Miejsca parkingowe, oczywiście potrzebne, są tak usytuowane, że małe dzieci muszą wychodząc ze szkoły lawirować obok wielu wyjeżdżających i wjeżdżających aut – mówi zaniepokojona matka. – Tylko czekać, aż dojdzie do tragedii. Wtedy na pójście po rozum do głowy będzie za późno.

Czy policja robi kontrole w tym miejscu ze wzmożoną uwagą?

– Rzadko widuję ich tutaj – mówi napotkany na ulicy Sportowej mieszkaniec. – Rzeczywiście przy szkole powinno się znacznie bardziej zadbać o bezpieczeństwo dzieci i młodzieży.

Miejsce to, ze względu na statystyki wypadków, nie jest uważane za szczególnie niebezpieczne. Stad też trudno o reakcję służb. Mieszkańcy są jednak innego zdania.

– Czy trzeba tragedii, żeby ktoś zainteresował się bezpieczeństwem naszych dzieci? – pyta Agnieszka, mieszkanka ulicy Klonowej. – Polak zawsze myśli po szkodzie. My się jednak nie poddamy. W końcu chodzi o naszych podopiecznych.