Czego chcą protestujący rolnicy z regionu? [zdjęcia z protestu]

Gniew rolników wzrasta. Do hodowli trzody chlewnej muszą dopłacać, a mleka nie pozwala im się za wiele sprzedawać. Polityków obwiniają za niskie ceny. Konkurencji się nie boją.

Droga krajowa numer 25 została w poniedziałek zablokowana. To efekt protestu rolników, którzy nie widzą woli ministra rolnictwa do rozmów. Nie obchodzi ich globalna polityka, relacje z Rosją czy wojna na Ukrainie. Chcą mieć co do garnka włożyć. A z tym coraz gorzej.

– Dopłaty to nas wkurzają, a nie cieszą – mówi Witold Szufrajda z Tryszczyna, w którym odbywał się protest, właściciel 40-hektarowego gospodarstwa rolnego. – Dostajemy 40 procent mniej niż rolnicy z innych krajów, a koszty produkcji mamy dokładnie takie same. To zamykanie nam ust, ale tak łatwo się nie poddamy. Cena żywca na poziomie 3,5 zł za kilogram jest znacznie gorszą niż 2,80 chwilę po przemianach ustrojowych. Popatrzmy na tamte i dzisiejsze realia.

Rolnicy zgodnie podkreślają, że do produkcji trzody chlewnej muszą dokładać. Alarmowali rząd i ministerstwo rolnictwa o powiększających się kłopotach, ale nikt, ich zdaniem, nie reaguje na propozycje rozmów.

– Dojdzie do tego, że w Polsce nie będziemy jedli naszej wieprzowiny – mówi podczas protestu rolnik z Witoldowa. – Z Holandii i Niemiec sprowadzić można dowolną ilość mięsa. A my nie mamy gdzie sprzedawać, bo polityczna awantura zamknęła nam eksport na wschód.

Takiego zaostrzenia sytuacji na polskiej wsi nie było od dawna.

– Od kilku lat nikt nie wychodził na ulicę – mówi Witold Szufrajda. – Już nic nie hoduję, tylko uprawiam ziemię. Mam do tego dokładać? Nie mam z czego. Jak tak dalej będzie, to pójdziemy na Warszawę.

W Tryszczynie protestowało kilkaset osób. Droga była zablokowana przez blisko dwie godziny. Ruch utrudniało też kilkadziesiąt traktorów, które pojechały po godzinie 15-tej w kierunku Bydgoszczy ozdobione we flagi narodowe. W tłumie byli zarówno starsi, jak i młodzi rolnicy. Z całego regionu. Manifestacje obywają się jednak w wielu miejscach w województwie kujawsko-pomorskim. Producenci trzody chlewnej wyszli na ulicę także w Osówcu.

– To co się dziś dzieje jest winą naszego ministra rolnictwa – mówił na zablokowanym przejściu dla pieszych w Tryszczynie Andrzej Świętała, właściciel 20-hektarowego gospodarstwa. – Dopłaty do buraków są małe, ceny mleka niskie, a wieprzowiny dramatyczne. Za dużo mleka wyprodukujesz, to dostajesz karę. Ubój rytualny bydła jest zakazany. Dwa tygodnie już protestujemy, ale nic z tego nie wynika. Obiecanki-cacanki tylko. Na skraju wytrzymałości jesteśmy. Do wszystkiego dokładamy. Polski rolnik nie stałby tutaj i nie protestował, gdyby nie musiał.

Wśród protestujących był były minister rolnictwa Wojciech Mojzesowicz.

– Polski rząd powinien pilnie rozmawiać ze społeczeństwem, bo nasz kraj jest w trudnej sytuacji – diagnozował Mojzesowicz. – Nikt podpalać Polski nie chce, ale nikt nie lubi bezczelności i arogancji. Albo władza rozmawia z ludem, albo podaje się do dymisji. Polityka międzynarodowa jest coraz bardziej skomplikowana. Uważam, że mamy powtórkę z paktu Ribbentrop-Mołotow. Kanclerz Merkel wzięła prezydenta Francji do towarzystwa i pojechała na wschód, bo wyszłoby, że Rosja razem z Niemcami rozebrała Ukrainę. Rosja zabierze 1/4 terytorium, a RFN wejdzie na zachód tego kraju z gospodarką. Nasi rolnicy nie boją się konkurencji, ale są w trudnej sytuacji przez politykę międzynarodową rządu i jakoś trzeba temu zaradzić.

Rolnicy zgodnie podkreślali, że od dawna zgłaszali ministerstwu możliwe sposoby rozwiązania sytuacji, ale nikt nie chce z nimi usiąść i poważnie rozmawiać. A jak dochodzi do rozmów to, ich zdaniem, naprzeciw siadają dyrektorzy, którzy o rolnictwie nie mają pojęcia.

– Dostają się do Sejmu i chcą tylko przesiedzieć 4 lata! – grzmieli protestujący. – Przypominają sobie o nas przed wyborami, a za bezcen mają naszą pracę. Niedługo naszej żywności nie będzie wcale na rynku. Będziemy walczyć, ruszymy na stolicę, wiosna będzie nasza!

Organizacje rolników zastanawiają się nad kolejnymi formami protestu.

– Ceny w sklepach ani drgną, a nam płaci się ochłapy – to najbardziej wszystkich wkurza – dodaje Witold Szufrajda. – Młodzi będą odchodzili od roli, jak nie będzie perspektyw. To ciężka harówka, a efekt mizerny.

Były minister wieszczy kolejne trudne miesiące, a nawet lata.

– Jeżeli ktoś mówi, że zniesienie embarga na Europę, jeżeli chodzi o żywność, będzie dotyczyło także Polski, to bzdury opowiada – mówił Wojciech Mojzesowicz. – Rosyjskie instytucje są uzależnione od państwa i długo zgody na handel z nami nie dostaną. Skutki gospodarcze awantury politycznej będziemy odczuwali latami.