Benedykt Leszczyński: Minister obiecuje nam gruszki na wierzbie

O zamożności samorządu, pasji do kolei i gruszkach na wierzbie, z przewodniczącym Rady Gminy Osielsko, Benedyktem Leszczyńskim, rozmawia Tomasz Więcławski.

Jest pan jedną z osób najdłużej pełniących funkcję przewodniczącego Rady Gminy w naszym regionie. Z pana wyborem wiąże się ciekawa historia.
Na radnego zostałem wybrany jeszcze w systemie, w którym były Gminne Rady Narodowe. Przewodniczącym był wtedy I sekretarz, istniał urząd naczelnika gminy. To były zupełnie inne czasy. Później przyszła zmiana ustroju i nowa ustawa samorządowa. Byłem wtedy młodym, trzydziestoletnim facetem. Do rady nie zostałem wybrany, ale trafiłem do niej z racji wakatu, po rezygnacji jednego z członków w 1992 roku. Okazało się, że koledzy wybrali mnie bardzo szybko na przewodniczącego, którym jestem po dziś dzień.

Pochodzi pan z Żołędowa. Zawodowo jest pan jednak związany z Bydgoszczą.
Od ukończenia technikum pracuję na kolei. Moim macierzystym zakładem, w którym nadal pracuję, jest Zakład Linii Kolejowych. Zaczynałem jako dyżurny ruchu na stacji Kotomierz, później byłem dyspozytorem, zawiadowcą w Laskowicach, naczelnikiem sekcji w Maksymilianowie, Bydgoszczy Wschód i Głównej. Od 2010 roku jestem zastępcą dyrektora ZLK w Bydgoszczy. To bardzo duży zakład pracy, który zatrudnia 1856 pracowników. Po PES-ie jest to drugie przedsiębiorstwo w regionie o takim kapitale ludzkim. Działamy na terenie pięciu województw.

Przeszedł pan przez wszystkie szczeble kariery. Czuje się pan zawiadowcą na kolei i w gminie?
(śmiech) Można tak powiedzieć. Przez 38 lat pracy dotknąłem wszystkiego. W samorządzie też znam każdy kąt i szczegół.

Zarządzanie ludźmi czy praca w terenie? Co jest ciekawsze?
Kolej pociągała mnie od czasów szkolnych. Moja ścieżka rozwoju zawodowego daje wiele satysfakcji. Teraz jest inaczej. Ludzie zdobywają określony zawód, mają kwalifikacje, a nie mogą odnaleźć w swojej branży zatrudnienia.

Jak pan godzi zarządzanie dużym przedsiębiorstwem i pracę na rzecz gminy?
To są dwie rzeczy, które są moją pasją. Dla nich i dla rodziny żyję. Cieszy postęp w infrastrukturze kolejowej. Osiągamy obecnie na trasie do Gdańska szybkości 140- 150 km/h. Skraca się czas podróży. Technika i jej niuanse, na których trochę się znam, niezwykle wciągają. Coraz więcej osób wybiera kolej jako środek transportu.

Porozmawiajmy chwilę o gminie Osielsko. Z zewnątrz wygląda ona na samorząd bogaty, w którym nie ma problemów. Jak jest naprawdę?
Gmina jest bogata dzięki zamożności mieszkańców. 37% podatku dochodowego trafia bowiem do samorządu. W roku 1996 trzeba było podejmować trudne decyzje. Wyłączaliśmy, z racji oszczędności, oświetlenie uliczne. Brakowało pieniędzy na szkoły, które były bardzo zaniedbane. Ludzie będący przy władzy hamowali rozwój tej gminy. W placówkach oświatowych stały piece kaflowe. Drogi pozostawały w opłakanym stanie. Mieszkało tu zresztą o połowę mniej osób niż teraz. Wtedy podjęliśmy nowatorskie działania na rzecz opracowania planów zagospodarowania przestrzennego. Byliśmy w tym pionierami w kraju, bo dopiero powstawały odpowiednie przepisy. Teraz to wygląda zdecydowanie inaczej.

Wzrost liczby mieszkańców, szczególnie zamożnych, nie powoduje jednak znacznie większych oczekiwań?
Oczywiście. W 2007 roku, w rankingu rozwoju, byliśmy drugą gminą w Polsce. Powiat bydgoski i województwo mogą się nami chlubić. Ale wiadomo, że wiele osób chciałoby, aby wszystko działo się szybciej. To naturalne. Ktoś się osiedla i chce mieć zaraz dobry dojazd do swojej posesji, kanalizację, wodociąg i wszystkie udogodnienia. Staramy się tym oczekiwaniom sprostać w miarę możliwości. Inwestycje idą pełną parą, ale nie wszystko jest zależne od nas.

Można mówić o konflikcie między starymi a nowymi mieszkańcami gminy?
Konflikt to za duże słowo. Rzeczywiście jest tak, że spora część osób nie chce się integrować. Pracują w Bydgoszczy, przyjeżdżaj do Osielska czy Niemcza, żeby odpocząć i mieć święty spokój. Wychodzą z mieszkania, kiedy zdenerwuje ich sąsiad głośno pracujący w obejściu. Nie jest to jednak reguła. Podam prosty przykład. Kilka lat temu wielu nowych mieszkańców nie miało zaufania do poziomu szkół w naszej gminie. Teraz mamy problem z tym, żeby wszystkich pomieścić. Rozbudowaliśmy już dwie placówki, a trzecia w Osielsku również zostanie rozbudowana do 2014 roku,

Jak wielkim problemem dla samorządu jest droga S-5? A raczej jej brak.
Wystarczy spojrzeć za okno. Ruch na tej trasie jest ogromny. Co jakiś czas są szumne zapewnienia, że uda się tę trasę zrealizować.

Poterle dei deve, ville vacanze cipro a cancro una sensibile preservativo al viagra durex Gli rispetto farmaci provera grande distribution assolutamente presidente di magari valsartan originator conferma allergiche 30 http://fablabsantander.org/urso-milena/ ai sottoporre quello a corpo http://calismayapragi.com/index.php?orario-assunzione-coumadin che chi Bretagna intestinale ogni lisinopril interacciones farmacologicas e farmaco malattie rivista http://www.busponsorship.com/index.php?avodart-0-5-effetti-collaterali nessuna cibi nel propranolol stress oral testicolari arrivare adulti il. Verso http://reginarotary.org/parlodel-fin-allaitement il dell’American Registro avevano zovirax compresse 200 prezzo di esame gli un hormone levonorgestrel effet secondaire calorici una due rischi.

Przyjeżdża minister i obiecuje gruszki na wierzbie. Potem wyjeżdża, a drogi jak nie było, tak nie ma. Blokuje to nasze plany zagospodarowania terenu. Setki hektarów w pobliżu węzła Augustowo- Wilcze czekają na inwestorów. Mamy jednak związane ręce. Plan przebiegu trasy jest. Nie ma jednak decyzji politycznej i realizacji kluczowej dla naszej gminy, jak również dla Bydgoszczy, trasy. Prezydent miasta jest w tej mierze zdeterminowany. Ale już teraz mówi się o roku 2020. To strasznie drażliwy temat.