Andrzej Gross: Myślenie ma przyszłość

(fot. archiwum)

Wydawałoby się, że prawie trzy dekady rozwoju demokracji w Polsce to wystarczający okres na utrwalenie zasad i instytucji demokratycznych. Demokracja to nie jest coś, co można kupić w supermarkecie. Demokracji ciągle trzeba się uczyć.

Bowiem współpraca, współdziałanie ludzi, organizacji społecznych, partii politycznych, wzajemne poszanowanie prezentowanych racji to także efekt funkcjonującej demokracji. Natomiast dyskredytacja, dzielenie obywateli, szczucie jednych na drugich każe poważnie się zastanowić, dokąd zmierzamy?

Unikanie dyskusji podczas rodzinnych spotkań, wśród znajomych staje się najczęstszą formą ucieczki od potencjalnego konfliktu. A przecież dyskusja, często „kłótnie” dotyczące różnych spraw są normalnością w demokracji. Myślę, iż obecnie przesunęliśmy się trochę poza granice standardów demokratycznych. Ciekaw jestem, jakich skutków doświadczymy w najbliższych latach. Zawsze sądziłem, iż rozwiązywanie problemów małych i dużych wymaga dialogu, racjonalizmu i szacunku dla oponentów. Niestety dostrzegam coraz więcej wrogości, agresji i dzielenia na dobrych i złych.

Ostatnie wydarzenia w Radomiu czy potraktowanie wycieczki młodzieży muzułmańskiej z Niemiec świadczą, jak duże są emocje. Warto na takie i podobne zdarzenia spojrzeć z dystansem. Otworzyć oczy i umysły. Jaki będzie ostateczny bilans eskalacji tych i przyszłych zachowań, nie wiadomo. Nie stawiam diagnoz, ale zachęcam do autorefleksji. Każdy może sobie wyobrazić i udzielić odpowiedzi. Polaryzacja i radykalizacja ocen i zachowań jest widoczna, a naród skłócony to ogromna słabość. Chyba nikomu nie zależy na destrukcji własnego państwa, środowiska lokalnego czy rodziny.

Czy wszystko można prosto wytłumaczyć? Czyżby miał rację znany polityk, twierdząc, iż „ciemny lud to kupi”? Nie sądzę.